Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia ACT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia ACT. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 lipca 2025

Co by było, gdybyś nie potrzebowała czuć się lepiej, żeby żyć lepiej?

 Co by było, gdybyś nie potrzebowała czuć się lepiej, żeby żyć lepiej?

Dlaczego pogoń za szczęściem może przynieść odwrotny skutek i co zamiast tego zrobić

Nikogo nie trzeba uczyć, że życie jest trudne – sami szybko się tego uczymy. Ale wielu z nas uczono – czasem subtelnie, a czasem wprost – że życie zaczyna się dopiero wtedy, gdy najtrudniejsze chwile przeminą. Że jeśli odczuwasz niepokój, musisz to naprawić, zanim zaczniesz mówić. Że jeśli przeżywasz żałobę, musisz poczekać, aż smutek minie, zanim zaczniesz od nowa. Ukryta zasada brzmi: musisz unikać złego samopoczucia, aby czuć się dobrze, i musisz czuć się dobrze, zanim zaczniesz czynić dobro.

Ale to jest pułapka. I wpadamy w nią, bo to w zasadzie logiczne. Jesteśmy przyzwyczajeni do rozwiązywania problemów. Dotykamy gorącego pieca, cofamy rękę. Leczymy choroby, oczekujemy wyzdrowienia. Ale nasz wewnętrzny świat rządzi się innymi prawami: jeśli chodzi o myśli i uczucia, próba wyeliminowania bólu często go tylko pogarsza.

Ludzki umysł to niesamowite narzędzie, pozwalające nam wyobrażać sobie, planować, oceniać i tworzyć. Ale ten sam umysł podpowiada nam również, że nie powinniśmy czuć tego, co czujemy. Szepcze: „Najpierw musisz się tego pozbyć. Musisz poczuć się lepiej, zanim będziesz mógł iść naprzód”.

W nauce proces ten nazywa się „unikaniem doświadczalnym” lub „EA” i jest jednym z najbardziej toksycznych sposobów interakcji ze światem. Im bardziej zaczynamy organizować nasze życie wokół braku odczuwania pewnych rzeczy, tym bardziej się otępiamy i tym bardziej nasze życie się kurczy.

Istnieje jednak inna forma EA. Opiera się ona na lekkiej modyfikacji tej samej zasady: musisz trzymać się dobrego samopoczucia, inaczej poczujesz się źle, a musisz czuć się dobrze, zanim będziesz mógł czynić dobro.

Prawda jest taka, że im bardziej gonimy za „szczęściem”, tym bardziej ono ucieka! W nauce proces ten nazywa się „przywiązaniem doświadczalnym”. To kolejna forma „EA” i szybko uczymy się, że jest równie toksyczna dla naszego samopoczucia, jak pierwsza.

Nieoczekiwana alternatywa dla zmagań

Żyjemy w świecie, który czci komfort i kontrolę. Od poradników po slogany reklamowe, wmawia się nam, że powinniśmy być szczęśliwi, że dyskomfort to porażka, a jeśli czujemy się źle, to musimy coś robić źle. Zaczynamy więc oczywiście walczyć z bólem. Tłumimy go, przytępiamy, odwracamy od niego uwagę, kłócimy się z nim – ale to oznacza, że nie potrafimy się z niego uczyć! Nie możemy pozwolić mu przejąć swojej naturalnej roli w przenoszeniu informacji z przeszłości do istotnych chwil teraźniejszych. Przy wystarczającym tłumieniu możemy nawet stać się emocjonalnymi idiotami – nie wiedząc już, co tak naprawdę czujemy.

Zauważ jednak, że kurczowe trzymanie się dobrego samopoczucia to inna forma tego samego! Kiedy desperacko próbujemy utrwalić dobre uczucia, one również tracą wszelką wartość informacyjną. Uzależnienie od substancji psychoaktywnych jest tego doskonałym przykładem.

Ale oto co pokazują nam dekady badań, tysiące godzin terapii i doświadczenia niezliczonych osób: im bardziej próbujesz kontrolować swój wewnętrzny świat poprzez unikanie ORAZ niepotrzebne lgnięcie do niego, tym większą ma on nad tobą kontrolę. Unikanie lęku często go wzmacnia. Lęk przed radością sprawia, że ona ucieka. Energia wydatkowana na obie formy EA mogłaby być zamiast tego wykorzystana na życie – a jednak tkwimy w nieskończonej pętli, próbując ukształtować „właściwe” uczucia, zanim zaczniemy działać.

Terapia Akceptacji i Zaangażowania, czyli ACT, oferuje inną ścieżkę. Nie taką, która obiecuje, że będziesz czuć się dobrze przez cały czas, ale taką, która uczy, jak dobrze żyć, nawet gdy nie czujesz się dobrze, zamiast tego ucząc się, jak dobrze czuć. ACT zachęca nas, abyśmy przestali zmagać się z tym, co w nas, i zaczęli dostrzegać, jak to, co w nas, pomaga nam radzić sobie z tym, co na zewnątrz, i odwrotnie. To jest najważniejsze.

Aby pozwolić emocjom działać, potrzebujemy większej zdolności do pełnego odczuwania, bycia obecnym w teraźniejszości i robienia tego, co ważne, całym sercem, niezależnie od myśli czy emocji. Innymi słowy, emocjom trzeba pozwolić przychodzić i odchodzić, aby mogły nas ukierunkować na naszą własną historię i obecne okoliczności. Są bardziej jak lampki na desce rozdzielczej w naszym samochodzie niż niebieskie wstążki, które można wbić w najbliższą ścianę.

„Akceptacja” w ACT nie oznacza tolerancji ani rezygnacji. Pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego „otrzymywać – jak gdyby otrzymywać dar”. A czym jest ten dar? Większą mądrością o własnym życiu.

Prosty akt woli

Spróbujmy czegoś. Połóż ręce płasko na kolanach lub stole przed sobą, dłońmi w dół. Teraz przypomnij sobie emocję, wspomnienie, myśl, której się opierałaś lub której się kurczowo trzymałaś. Mając to w umyśle, opuść dłonie, jakbyś próbowała powstrzymać to uczucie lub utrzymać je w miejscu. Zauważ, co się dzieje. Poczuj napięcie w ramionach, barkach, oddechu. Zauważ, jak zawęża się twoja koncentracja, jak bardzo trzeba się starać, aby nadal naciskać.

Teraz powoli obróć dłonie, dłońmi do góry. Pozwól im odpocząć, otworzyć się i rozluźnić. Niech to uczucie też tam będzie — nie jako coś, co trzeba naprawić, ale jako coś, co po prostu jest.

To jest gotowość. To cicha decyzja, by powiedzieć „tak, chcę”, gdy życie pyta: „czy bierzesz mnie takim, jakim jestem, a nie takim, jakim mnie oceniasz?”.

Kiedy przestaniesz próbować kontrolować to, co czujesz za pomocą którejkolwiek z form EA, a zamiast tego skupisz się na tym, co jest obecne i jak zmierzać do tego, na czym ci zależy, wszystko się zmieni. Zaczyna się żyć mniej pod wpływem strachu, a bardziej z celem. Przestajesz gonić za szczęściem i zaczynasz tworzyć sens.

Budowanie Życia Wartego Przeżycia

Poczucie wolności pojawia się, gdy uświadamiasz sobie, że nie musisz czuć się lepiej, aby żyć lepiej. Ten niepokój nie musi zniknąć, zanim zaczniesz przemawiać publicznie. 

Życie wymaga twojego udziału, a nie twojej doskonałości. A twoje wartości – rzeczy, na których naprawdę ci zależy – nie wymagają, abyś czekała, aż poczujesz się gotowa. Proszą cię tylko, abyś zaczęła i się pojawiła. Może więc dzisiaj jest ten dzień, aby przestać unikać lub się kurczowo trzymać i zacząć żyć.

Delikatnie, z otwartymi dłońmi, zadaj sobie pytanie: „Z tą emocją, taką jaka jest, jakie życie chcę zbudować?”


Steven Hayes

wtorek, 8 lipca 2025

Brainspotting: Kiedy oczy wiedzą więcej niż słowa

 Wyobraź sobie, że twój mózg ma takie sekretne drzwiczki do trudnych wspomnień. I że można je otworzyć... patrząc w konkretny punkt. Brzmi jak magia? A jednak! Brainspotting to taka stosunkowo nowa metoda terapeutyczna (z 2003 roku, więc jak na psychoterapię to prawie wczoraj), która wykorzystuje coś mega prostego — kierunek naszego wzroku.

O co w ogóle chodzi?

David Grand, twórca metody, odkrył coś fascynującego: to gdzie patrzymy, ma związek z tym, jak się czujemy. I nie chodzi tu o patrzenie na kwiaty czy zachód słońca (choć to przyjemne), ale o bardzo precyzyjne punkty w naszym polu widzenia, które są jakby "portami USB" do konkretnych wspomnień i emocji.

Wiem, brzmi dziwnie. Też tak myślałam. Ale pomyśl — ile razy złapałaś się na tym, że patrzysz w jeden punkt i odpływasz myślami? No właśnie. Okazuje się, że to nie przypadek, tylko takie twoje małe brainspoty.

Jak wygląda taka sesja? (spoiler: to nie hipnoza!)

Ok, więc przychodzisz do gabinetu. Pierwsze spotkanie to często zwykła rozmowa — terapeuta musi cię poznać, zrozumieć, z czym przychodzisz. Żadnej magii, żadnego machania wahadełkiem. Ale dużo pytań, często też o to jak przebiegała ciąża z tobą i twój poród, w jakich rodzinach wychowali się rodzice i dziadkowie, jakie anegdoty na twój temat z czasów dzieciństwa krążą w rodzinie. 

Kiedy już czujesz się bezpiecznie (a to mega ważne!), zaczyna się praca. 

Krok 1: Znajdowanie tematu Terapeuta prosi, żebyś pomyślał o tym, co ustaliliście, że będzie tematem tej pracy. Nie musisz już opowiadać całej historii! Terapeuta powtórzy najważniejsze momenty, a ty, Wystarczy, że przywołasz związane z tym uczucie i odczucia w ciele. Może poczujesz ucisk w klatce, może napięcie w brzuchu – bo ciało wie swoje.

Krok 2: Polowanie na "brainspot" I tu zaczyna się najciekawsze. Terapeuta bierze magiczną różdżczkę... nie żartuję, to po prostu wskaźnik (może być nawet zwykły długopis) i powoli nim porusza przed twoimi oczami. Śledzisz go wzrokiem i w pewnym momencie — BUM! - czujesz, że coś się dzieje. Emocje się nasilają, ciało reaguje.

Wiesz, co jest w tym najpiękniejsze? Twoje ciało może dawać sygnały, których nawet nie jesteś świadoma — drgnie powieka, zmieni się oddech, napną się mięśnie. Dobry terapeuta to wszystko wyłapuje.

Krok 3: Patrzenie i... czekanie Kiedy już znajdziemy ten magiczny punkt, trzymasz na nim wzrok. I czekasz. Obserwujesz, co się dzieje. Mogą pojawić się wspomnienia, emocje, dziwne myśli, doznania w ciele. Wszystko jest ok! Nie musisz nic z tym robić, tylko obserwować.

I wiesz co? Możesz mówić o tym, co czujesz, ale wcale nie musisz. Niektórzy milczą przez całą sesję i też jest w prządku. To twój proces, twoje tempo. Ja jestem z tobą i dla ciebie. I nie raz zdarzyło mi się przemilczeć razem z pacjentem 45 minut. 

Dlaczego terapeuta jest taki cichy?

Może ci się wydawać, że terapeuta nic nie robi — siedzi, patrzy, czasem coś mruknie. Ale uwierz mi, to pozory! To trochę jak z łabędziem — na powierzchni spokój, a pod wodą nogi zasuwają jak podłączone do motorka. 

Dobry terapeuta brainspottingowy to taki ninja empatii. Obserwuje każdy twój oddech, każde drgnięcie, każdą zmianę w twarzy. Jest "dostrojony" do ciebie jak radiooodbiornik do stacji. I wie, kiedy zwolnić (bo za dużo się dzieje), a kiedy przyspieszyć (bo proces się zatrzymał).

Można to porównać do tańca typu west coast swing — terapeuta podąża za tobą, ale jednocześnie delikatnie prowadzi. Jesteśmy w totalnej improwizacji, bo żadne z nas nie wie, dokąd ten proces nas poprowadzi. Ale mamy w sobie na to akceptację i ciekawość. A moja spokojna obecność jest twoją kotwicą bezpieczeństwa. Bo wiesz, że cokolwiek się wydarzy, nie jesteś sama, jestem z tobą w całym tym procesie i odczuwam razem z tobą. 

Co się dzieje w mózgu? (wersja dla humanistów)

Czas na odrobinę trochę neurobiologii, ale obiecuję — będzie prosto. Kiedy przeżywamy traumę, nasz mózg może się jakby "zaciąć". Wspomnienia zostają zamrożone w takich głębokich strukturach mózgu, gdzie normalnie słowami nie dojdziesz.

To jak z komputerem, który się zawiesił podczas zapisywania pliku. Plik jest, ale nie możesz go otworzyć. Brainspotting pomaga "odmrozić" ten plik i go normalnie zapisać.

A wiesz, co jest najfajniejsze? To wszystko dzieje się naturalnie. Twój mózg wie, jak się leczyć — potrzebuje tylko odpowiednich warunków. I właśnie to daje mu Brainspotting.

Po sesji — o tym nikt nie mówi!

Ważna sprawa — po sesji możesz być wykończony. Serio. Jakbyś przebiegł maraton. Twój mózg wykonał kawał ciężkiej roboty! Niektórzy są bardziej emocjonalni, inni śpią jak zabici.

Ten proces może trwać jeszcze 2-3 dni po sesji. Mogą ci się śnić dziwne sny, mogą wypływać różne wspomnienia, możesz zachowywać się jak w czasach, kiedy trauma miała miejsce. To normalne! Twój mózg porządkuje pliki. Ciekawostka: przerabiałam na swojej terapii traumy z czasów, kiedy byłam nastolatką. Któregoś weekendu włączyłam amerykański film dla nastolatków i tak, podjadając pizzą, popijając colą i osładzając się ptasim mleczkiem, spędziłam piątek, sobotę i niedzielę oglądając durnowate filmy dla nastolatków. Piękny regres... i jaki niezdrowy! 

Pamiętaj, żeby po sesji zadbać o siebie. Napij się wody, idź na spacer, zrób mindfulness, połóż się wcześniej spać. Daj sobie czas.

Dysocjacja i ataki paniki — inna perspektywa

Tu muszę napisać coś ważnego. W Brainspottingu nie traktuje się dysocjacji czy ataków paniki jak wrogów do pokonania. Wręcz przeciwnie! To są mądre mechanizmy obronne twojego organizmu.

Atak paniki? To twoje ciało krzyczy: "Uwaga! Niebezpieczeństwo!" - nawet jeśli realnie go nie ma. Dysocjacja? To sposób mózgu na powiedzenie: "Ok, to za dużo, wyłączam się na chwilę".

I wiesz, co jest piękne? Zamiast z nimi walczyć, Brainspotting pozwala je uszanować. Bo one też są częścią ciebie i twojej historii. Nikt z nas nie jest zepsuty. I w Barinspottingu bardzo mocno się to czuje. 

Dla kogo to jest?

Szczerze? Dla każdego, kto czuje, że utknął. Że coś go blokuje. Że ma w sobie coś, czego nie potrafi wypowiedzieć słowami.

Szczególnie pomocne przy:

  • Traumie (tej dużej i tej "małej")
  • Lęku, który nie wiadomo skąd się bierze
  • Depresji
  • Problemach psychosomatycznych (kiedy ciało choruje od emocji)
  • Uzależnieniach

Ale też przy zwykłym poczuciu, że coś jest nie tak i nie wiesz co.

Czy to cud-metoda?

Nie. Żadna terapia nie jest cudowna. Brainspotting to narzędzie — bardzo skuteczne, ale wciąż tylko narzędzie. Potrzeba twojej gotowości, zaufania do terapeuty i czasu.

Niektórym pomaga od razu, inni potrzebują kilku sesji. Średnio to jakieś 6 spotkań — znacznie mniej niż klasyczna terapia, która może trwać latami.

Ale są też osoby, które nie wyniosą niczego z sesji brainspottingowych. Dlatego integruję podejście ACTowe, EMDRowe i Brainsppottingowe. Bo nie ma jednej, dobrej terapii dla wszystkich. Każdy człowiek jest inny i każdy potrzebuje bardzo indywidualnego podejścia. 

Na koniec

Wiesz, co mnie najbardziej fascynuje w Brainspottingu? To, że pokazuje, jak mądry jest nasz organizm. Że ciało pamięta i wie, jak się leczyć. Potrzebuje tylko odpowiednich warunków i bezpiecznej przestrzeni.

I może właśnie dlatego ta metoda działa tak mocno i głęboko — bo nie walczy z nami, tylko współpracuje. Nie każe nam być innymi, tylko pomaga być bardziej sobą.

Jeśli czujesz, że to coś dla ciebie — spróbuj. Najgorsze co się może stać? Popatrzysz godzinę w jeden punkt. A najlepsze? Może w końcu znajdziesz klucz do tego, co cię blokuje.

Bo czasem odpowiedzi są dosłownie przed naszymi oczami. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.

środa, 18 czerwca 2025

Cierpienia psychologicznego nie można zamykać w prostej diagnozie objawowej

Pamiętam jak na studiach wkuwałam kody jednostek chorobowych, rozkminiałam różnice między DSM, a ICD, a później z niecierpliwością oczekiwałam na nowe wydania katalogów chorób. To było fascynujące. Akademicko fascynujące. Kiedy zaczęłam pracować z ludźmi, zobaczyłam, że cały ten model diagnostyczny kupy się nie trzyma. Wystarczyło kilkoro pacjentów, żebym dołączyła do psychologów pracujących w nurcie adiagnostycznym. Chociaż ludzie często chcą, żeby nazwać to, co się z nimi dzieje, sklasyfikować. Podejrzewam, że daje to jakąś ulgę. Pomaga też pewnie rodzinom. Ale w terapii nie działa. Bo kontekst, bo pora roku, bo konstelacja rodzinna, bo traumy transgeneracyjne, bo ta faza cyklu, bo praca i tak dalej. 

Zawsze mówię: mogę nazwać ten zespół objawów zgodnie z kryteriami ICD, ale to niczego nie zmieni. Bo cierpienie jest cierpieniem, bez względu na kod choroby. A mi chodzi tylko i wyłącznie o zaopiekowanie tego cierpienia. Wiele razy też spotykałam się z tak źle postawionymi diagnozami, że nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Dlatego cieszę się, że Steven Hayes, jeden ze współtwórców mojej ukochanej terapii ACT, którą praktykuję od 2012 roku, coraz głośniej mówi o konieczności wyjścia z modelu medycznego w leczeniu zdrowia psychicznego. Teraz jeszcze czekam, żeby autorytety równie głośno zaczęły podkreślać nierozerwalność ciała, umysłu i duszy, nawet jeśli nie do końca jeszcze daje się ja badać (ale teorię o 21 gramach bardzo lubię). 

Poniżej tłumaczenie tekstu Stevena. Zapraszam do lektury. 

"Świat zdrowia psychicznego przechodzi cichą rewolucję — taką, która wstrząsa fundamentami naszego rozumienia czym jest psychiczne cierpienie i tego, co oznacza pełne i znaczące życie. Era diagnozy syndromowej, opartej na kategoriach chorób utajonych, powoli zanika, a na jej miejsce pojawia się coś o wiele bardziej osobistego, unikalnego i ludzkiego.

Przez ponad sto lat leczenie zdrowia psychicznego opierało się w dużej mierze na modelu medycznym. Dzieliliśmy ludzkie cierpienie na syndromy i wyobrażaliśmy je sobie jako jednostki chorób utajonych — „depresję”, „zaburzenia lękowe”, „schizofrenię” — które rzekomo istniały pod powierzchnią i dawały początek obserwowalnym objawom. Nazywaliśmy to „diagnozą”, ale tak naprawdę mieliśmy na myśli klasyfikację. Kategorie te jednak nie odzwierciedlają tak naprawdę rzeczywistej złożoności istoty ludzkiej.

Badania wprost pokazują, że tradycyjny system diagnostyczny nie spełnił swoich obietnic. Nie pomógł nam przewidzieć wyników leczenia konkretnych osób, dopasować do nich interwencji ani wyjaśnić podstawowych przyczyn cierpienia. Nawet twórcy DSM przyznają się do tych niedociągnięć. Potrzebujemy nowego podejścia — takiego, które skupia się mniej na nazywaniu problemów, a bardziej na zmienianiu życia.

To nowe podejście już istnieje i ma swoje korzenie w badaniu procesów zmian.

Zamiast pytać: „Jakie zaburzenie ma ta osoba?” uczymy się pytać: „Jakie procesy psychologiczne tu zachodzą — i jak możemy pomóc zmienić je w bardziej adaptacyjnym kierunku?”

Ta zmiana jest ogromna. Otwiera drzwi do zupełnie nowego paradygmatu naukowego — takiego, który uznaje płynną, dynamiczną naturę ludzkiego doświadczenia. W jego centrum leży idea, że ​​to, co ma największe znaczenie w zdrowiu psychicznym, to nie kategoria, do której pasuje dana osoba, ale to, jak funkcjonuje ona w danej chwili, w czasie (ja dodam jeszcze: w kontekście).

Właśnie w tym miejscu terapie oparte na procesach, takie jak terapia akceptacji i zaangażowania (ACT), są metodami pierwszego wyboru. Zamiast leczyć „zaburzenia”, ACT koncentruje się na procesach elastyczności psychologicznej, które wspierają lepsze samopoczucie w obliczu wszelkich, możliwych wyzwań. A nauka jest jednoznaczna: procesy te są równie istotne dla depresji lub lęku, jak i dla przewlekłego bólu, zażywania substancji psychoaktywnych, rodzicielstwa, wydajności czy odporności. W rzeczywistości mniej niż jedna czwarta z pierwszych 1000 badań ACT skupiała się na tradycyjnych zespołach DSM; reszta sięgała do szerszych dziedzin zdrowia behawioralnego, wydajności i dobrego samopoczucia społecznego.

Zmiana tego paradygmatu nie jest tylko techniczna — jest filozoficzna. Umieszcza jednostkę z powrotem w centrum równania zdrowia psychicznego. Wymaga, abyśmy rozumieli każdą konkretną osobę — lub parę, lub rodzinę — jako unikalny i ewoluujący wzorzec reakcji w kontekście ich własnego życia.

Jednym słowem, jest idiograficzna.

Aby naprawdę zrozumieć i pomóc ludziom, musimy zaakceptować niejednoznaczną naturę ludzkiego zachowania. To elegancki sposób powiedzenia, że ​​nie możemy zakładać, że różnice między ludźmi mówią nam, jak poszczególni ludzie zmieniają się w czasie.

Nawet w fizyce takie założenie — że zmienność międzyjednostkowa (np. w przypadku cząsteczek wody) modeluje zmiany wewnątrzjednostkowe — jest często fałszywe. A w psychologii? Jeśli nie masz do czynienia ze zbiorem zamrożonych klonów, zamień „często” na „zawsze”.

Dlatego moi koledzy i ja opowiadamy się za nowym podejściem, które nazywamy analizą idionomiczną — nauką o ogólnych prawach, które wyłaniają się ze szczegółów. Zamiast uśredniać między ludźmi i udawać, że uczymy się o jednostkach, możemy teraz badać zmienność wewnątrzosobową i sieć dynamicznych procesów, które sprawiają, że ścieżka każdej osoby do dobrego samopoczucia jest jedyna w swoim rodzaju. Nadal poszukuje się ogólnych praw — ale tylko wtedy, gdy pomagają nam lepiej zrozumieć konkretne osoby.

Kiedy przestaniemy udawać, że ludzkie życie można sprowadzić do średnich grupowych i statycznych kategorii, uzyskamy dostęp do prawdziwych mechanizmów zmian.

Kiedy skupiamy się na procesach zmian, coś innego staje się jasne: te same procesy psychologiczne, które zmniejszają cierpienie, sprzyjają również rozwojowi.

Dlatego obserwujemy drastyczną ekspansję dziedziny zdrowia psychicznego na obszary takie jak odżywianie, sen, ćwiczenia, relacje, a nawet sprawiedliwość społeczna. Nie staramy się już tylko pomagać ludziom przetrwać — pomagamy im rozkwitnąć.

W świecie ACT śledzimy tę ekspansję od lat. Interwencje zwiększające elastyczność psychologiczną nie tylko zmniejszają objawy; wzmacniają również znaczenie, witalność i więzi. Pomagają ludziom prowadzić firmę lub przebiec maraton. Pomagają zmniejszyć niepotrzebny niepokój lub uprzedzenia wobec innych. To nie przypadek. To odzwierciedlenie tego, czego ludzie potrzebują, aby dobrze żyć.

I nie ogranicza się to do licencjonowanych psychoterapeutów. Trenerzy, nauczyciele, liderzy społeczności — a nawet aplikacje cyfrowe — mogą pomóc wesprzeć procesy, które podnoszą jakość życia.

Oczywiście nie wszyscy są zachwyceni tą transformacją. Nasz obecny system opieki — i jego związek z zwrotem kosztów, licencjami i autorytetem instytucjonalnym — są ściśle powiązane z modelem choroby. Firmy ubezpieczeniowe zwracają koszty na podstawie kodów diagnostycznych. Programy szkoleniowe koncentrują się na leczeniu zespołów chorobowych. Branże warte biliony dolarów opierają się na założeniu, że zaburzenia psychiczne są chorobami utajonymi i należy je leczyć w ten sposób.

Przejście na podejście procesowe, idiograficzne kwestionuje to wszystko. Wymaga to przemyślenia sposobu świadczenia opieki, tego, kto ją świadczy i co uznaje się za dowód.

Ale potrzeba jest pilna. Zmiany społeczne, ekonomiczne i technologiczne zachodzą obecnie w tempie wykładniczym. Liniowe systemy opieki po prostu nie nadążają.

Potrzebujemy elastycznych, skalowalnych i głęboko ludzkich systemów opieki psychicznej. Oznacza to mądre korzystanie z technologii — nie w celu zastąpienia ludzkich kontaktów, ale ich wzmocnienia. Oznacza to przeszkolenie szerszego grona pomocników i wyposażenie jednostek w narzędzia do kierowania ich własnym rozwojem. Oznacza to przełamanie sztucznych barier między zdrowiem psychicznym, zdrowiem fizycznym i dobrostanem społecznym.

Ta rewolucja w zdrowiu psychicznym nie dzieje się w izolacji. Jest częścią szerszej transformacji sposobu, w jaki żyjemy i pracujemy.

W miarę jak sztuczna inteligencja i automatyzacja zmieniają gospodarkę, tradycyjne zawody są na nowo definiowane — lub całkowicie zanikają. Szybko zbliżamy się do świata, w którym „praca” może już nie być centralną zasadą organizacyjną dorosłego życia. W tym świecie znaczenie, cel, połączenie i wkład będą miały większe znaczenie niż kiedykolwiek.

Jeśli nie przygotujemy się na tę przyszłość, budując teraz odporność psychiczną, spójność społeczną i osobiste wzmocnienie, ryzykujemy, że zostaniemy przez nią porwani.

Ale jeśli się przygotujemy — jeśli przyjmiemy podejście do zdrowia psychicznego oparte na procesach, skoncentrowane na osobie — możemy pomóc zbudować świat, w którym rozkwit nie jest przywilejem nielicznych, ale prawem wszystkich.

Świat zdrowia psychicznego zmienia się, ponieważ musi się zmienić. Stary model jest zepsuty. Nowy model — zakorzeniony w procesach zmian, spersonalizowanej nauce i ludzkim rozkwicie — już nabiera kształtu.

To nie jest tylko zmiana akademicka czy zawodowa. To zmiana moralna. Jesteśmy wzywani do tego, by działać lepiej przez tych, którym służymy — do wyjścia poza kategorie i kody, i do spotkania ludzi tam, gdzie są, takimi, jacy są.

To nie będzie łatwe. Systemy opierają się zmianom. Ale pęd rośnie.

A przyszłość — jeśli zdecydujemy się ją kształtować — wygląda jaśniej niż kiedykolwiek."


Hayes, S. C. & King, G. (2024). Acceptance and Commitment Therapy: What the history of ACT and the first 1,000 randomized controlled trials reveal. Journal of Contextual Behavioral Science, 33, 100809. Doi: 10.1016/j.jcbs.2024.100809

Sahdra, B. K., Ciarrochi, J., Klimczak, K., Krafft, J., Hayes, S. C., & Levin, M. (2024). Testing the applicability of idionomic statistics in longitudinal studies: The example of ‘doing what matters.’  Journal of Contextual Behavioral Science, 32, 100728. Doi: 10.1016/j.jcbs.2024.100728




środa, 23 sierpnia 2023

WAKACJE

 Ostatni raz byłam na wakacjach w maju ubiegłego roku. I były to bardzo nieudane wakacje. Ścigały mnie polskie sprawy, choć prosiłam, żeby nie ścigały. Nawet w miarę ciepłe już morze mnie wtedy nie ukoiło. Ale na szczęście mieszkam na wsi. Dzięki temu mam posmak wakacji na codzień. Mogę biegać rano na bosaka po rosie. Mogę podziwiać zamglone pola o wschodzie słońca. Mogę leżeć w południe na mojej ogrodowej sofie i słuchać jak pracują pszczoły. Wieczorem mogę upajać się zapachem maciejki, a w nocy podziwiać Drogę Mleczną, którą świetnie tu u mnie widać. 

Ziemia uziemia. Daje poczucie gruntu pod nogami. Ziemia odczuwana przez skórę stóp, a nie podeszwy butów, dodaje pewności siebie i mocniejszego w sobie osadzenia. Leżenie na trawie i wsłuchanie się grasujące w niej owady pozwala wrócić do naturalnego stanu bycia jednym z przyrodą. I to jest kojące. Niezwykle kojące. 

Ale praca psychologa i terapeuty jest niezwykle wyczerpująca. I nawet ta wspaniała ziemia nie jest w stanie w pełni regenerować mojego organizmu. Dlatego czas na wakacje. Wakacje trochę przewrotne, o czym wie każdy, kto pracuje na swoim - wakacje pracujące. Ale za to w innym miejscu, w innym powietrzu, w innym słońcu, w innym jedzeniu. To pozwala naładować akumulatory. I morze... jestem morskim człowiekiem. Morze daje mi energię, jakiej nic innego mi nie daje. Morze mnie regeneruje, regeneruje każdą komórkę mojego ciała. Ciepłe morze. Ciepły piasek. Jasne światło. 

Tak więc od 31 sierpnia do 30 września nie będę odbierać telefonu, ani smsów. Odpoczywając poza granicami UE będę dostępna na whats appie, signalu, telegramie, vibarze, mesengerze i mailu. 

Proszę o tym pamiętać, jeśli ktoś będzie chciał w tym czasie się ze mną skomunikować :) Dziękuję! 





czwartek, 23 lutego 2023

Dzień .... Depresja ... Wybrór ... Depresja ... Decyzja ...

 Dzisiaj jest Dzień Walki z Depresją. Och, jak ja nienawidzę określenia "walka z depresją". Im bardziej walczymy, tym gorzej się czujemy. Walka z depresją jest jak walka z bagnami, czy ruchomymi piaskami. Im bardziej się staramy, tym głębiej w tym tkwimy. Dlatego warto odpuścić walkę. Zatrzymać się. Popatrzeć. Zobaczyć dokładnie czym jest ta depresja. Nie mówię, żeby od razu się z nią zaprzyjaźniać. Moja depresja przypomina cuchnącą, szarą szmatę, z którą chodziła woźna w mojej podstawówce w głębokiej komunie. Yyyyy... obrzydliwość. Ale z drugiej strony to jest właśnie moje doświadczenie. To jest moje odczuwanie. To są moje emocje, albo ich brak. To jest moje zamrożenie. Moje poczucie wyobcowania i absolutnego braku sensu życia. Moje. Własne. Więc patrzę na nie. Robię mu miejsce. Kieruję uwagę na to, co ważne. Sortuję myśli. Wybieram te, które mnie wspierają, dziękuję głowie za te, które mnie dołują. Gdy nie daję rady sama, proszę psychiatrę o wsparcie farmakologiczne, żeby przetrwać najtrudniejszy czas. Tak, wiem... łatwiej napisać niż zrobić. Ja pracuję ze swoją depresją od 12 lat... Była ze mną już wcześniej, ale wcześniej to właśnie była walka. Po każdej wygranej bitwie przez chwilę niosły mnie skrzydła zwycięstwa, ale potem znowu musiałam wejść na wojenną ścieżkę. A na wojnie zawsze są trupy. Chcesz być trupem? Walcz dalej. Chcesz żyć? Zatrzymaj się. Nie wiesz po co żyć? Ja też nie wiem, generalnie nie wiem. Ale momentami wiem. Bo moje psy. Bo promień słońca na kryształowej kulce i kolory na ścianie. Bo skowronek. Bo zapach asfaltu po deszczu. Bo piosenka "Let the sunshine in". Bo śmiech dzieci. Bo ciepły piasek na plaży. Bo truskawki i arbuzy. Bo satysfakcja, że choć tak koszmarnie nie miałam siły to jednak wstałam, popracowałam i nawet odkurzyłam podłogę. Depresja to wybór. Bo to Ty decydujesz, co z nią będziesz robić. Więc...?

Ps: na zdjęciu samo życie... zawsze w tu i teraz, z nadmiernymi emocjami, ale daje radę... choć ja nie zawsze; Yofek jest moim depresyjnym kanarkiem - gdy zaczynam czuć się źle, choć jeszcze sobie tego nie uświadamiam, ona zaczyna zachowywać się skandalicznie... ot, awersyjny strażnik zdrowia psychicznego ;-)

 

 

 


poniedziałek, 25 kwietnia 2022

 Gdy robimy to, co kochamy, albo zmierzamy do robienia tego, gdy żyjemy swoim własnym życiem, a nie życiem wymyślonym dla nas przez innych, gdy jesteśmy w zgodzie ze sobą - to się nazywa szczęście i dobre życie. Nigdy nie wiemy, czy decyzja, którą właśnie podejmujemy będzie na długą metę właściwa. Ale możemy się nauczyć słuchać brzucha, a nie głowy. I wtedy jest bardzo duża szansa na życie w pełnej zgodzie ze sobą. Czego wszystkim serdecznie życzę.

 


 

poniedziałek, 24 maja 2021

Jakie wartości w życiu

 Gdy pierwszy raz spotkałam się z terminem "wartości" w psychologii, nie mogłam opędzić się od widoku "Boga, Honoru i Ojczyzny". Do dziś to we mnie rezonuje i za każdym razem zdziwiona jestem, że hasła osłuchane w dzieciństwie tkwią w głowie tak długo... w przeciwieństwie na przykład do tabliczki mnożenia! 

Tak czy inaczej wartości to pewne cechy, które chcielibyśmy w sobie rozwijać, czy pielęgnować. Kierunki nadające naszemu życiu sens. Gdybyś była moją pacjentką, wiedziałabyś, że według mnie życie sensu nie ma, dopóki go sobie nie zrobimy. A wartości idealnie się do tego nadają. 

Bardzo lubię w wartościach brak poprawności politycznej. Bo wśród popularnych wartości mamy i pracowitość i komfort rozumiany jako wygodne życie; i atrakcyjność fizyczną i działania na rzecz innych. Do wyboru, do koloru! 

Kiedy już ustalimy które wartości najbardziej nas kręcą, zaczynamy powoli schodzić na ziemię. Zastanawiamy jak zachowuje się człowiek żyjący w zgodzie z daną wartością, co robi codziennie, co robi co tydzień. Jakie są jego cele. Bo cele to takie latarnie morskie, które się mija w swojej wartościowej podróży. I nagle robi się plan życia. A najciekawsze jest to, że bez względu na to jakie wartości wybierzesz, będą się one wzajemnie uzupełniać i wymagać będą bardzo podobnych działań. 

Kiedy już znamy najmniejsze możliwe zachowania, które świadczą o tym, że żyjemy w zgodzie z naszymi wartościami zaczynamy zabawę w sprawdzanie. Co nam przeszkadza, żeby tak się zachowywać? Czy to czynniki zewnętrzne czy nasze wewnętrzne przekonania, trudne emocje, wspomnienia... I pracujemy nad akceptacją barier, albo gdy można je przepracować - nad ich przepracowaniem. 

Z zewnątrz proces ten może wyglądać dość mechanistycznie, ale w rzeczywistości pełen jest zaułków, zakamarków i niespodzianek. Czasami wydaje mi się, że to taka psychoanaliza na ultramefedronie. Pojawiają się łzy. Pojawia się śmiech. I pogłębia się znajomość samego siebie. Uczymy się puszczać przeszłość, funkcjonalnie planować przyszłość, a przede wszystkim działać w tu i teraz. Wychodzić z głowy i działać. Bo tylko w ten sposób można zbudować dobre, znaczące i mające głęboki sens życia.

środa, 19 maja 2021

Jak budować swoją samoocenę

 Każdy z nas tworzy opowieści na swój temat. Historie, mity, anegdoty. Nie ma w tym nic dziwnego. Mamy głowę, więc głowa myśli. Problem robi się wtedy, gdy utykamy w takich opowieściach. Bardzo często słyszę na sesjach: bo tak mam, taka jestem, zawsze tak było. I jest to główny argument przeciw dążeniu do zmiany, przeciw codziennej pracy nad sobą, przeciw tym malutkim kroczkom, które po czasie ułożą się w wielką podróż do siebie takiej, jaką zawsze chciałaś być.

Jak często w ciągu dnia myślisz, że taka właśnie jesteś? Leniwa, gnuśna, głupia, nieprzytomna, zmęczona, nieogarnięta... Za każdym razem, gdy pojawia się tego rodzaju myśl - zapisz ją. I postaraj się zauważyć jakie emocje masz w sobie w tym momencie. To jest pierwszy krok. Budowanie samoświadomości. Nauka przyglądania się swoim nawykowym ocenom. Łapanie dystansu do starej opowieści. Ona nie jest ani dobra, ani zła. Po prostu jest. A Ty po prostu na nią patrzysz... jak na źdźbło trawy na łące, jak na nić pajęczyny, albo ślad po bucie w rozgrzanym asfalcie. 

Aż przyjdzie taka chwila, że w głowie zaświta myśl: a wcale, że nie! Bo głowa jest bardzo przewrotna! I zacznie snuć wizje nowej Ciebie. Ale nie daj się złapać w tę pułapkę. Nie daj się uwieść nowymi opowieściami. Zacznij tworzyć rzeczywistość zgodną z Twoimi wartościami. Nie tę, której chce głowa. Tę, której chcesz Ty! 



sobota, 20 marca 2021

Obiecaj sobie...

Obiecuję sobie z okazji i bez okazji:
- spędzać tak dużo czasu na pracy nad sobą i swoim życiem, żeby nie było już czasu na oceny, krytycyzm, narzekania i rozkminki,
- rozpuszczać wszelkie przywiązania do tego, co wydarzyło się w przeszłości i w każdym trudnym wspomnieniu dostrzegać lekcję, a nie porażkę,
- zostawić przeszłość w przeszłości, przyszłość w przyszłości i zacząć zauważać oraz doceniać swoje życie w tu i teraz, dokładnie w tym ułamku sekundy,
- zostawić wszystkie dramaty, toksyczne relacje i zachowania, które zatruwają moje życie i odciągają moją uwagę od tego, co naprawdę ważne,
- zrobić miejsce w moim sercu na miłość, szczęście, spokój i wyciszenie,
- budować swoje życie z przekonaniem, że moje wybory są moje, mam do nich pełne prawo i każda chwila jest dobra na zmianę,
- przysięgam sobie wierność w każdej minucie, autentyczność i uczciwość wobec siebie i że nigdy siebie nie zdradzę, by zadowalać innych ludzi,
- obiecuję sobie nigdy nie rezygnować z siebie i ze swoich marzeń,
Dzisiaj, właśnie teraz, zaczynam odbudowywać swoje życie, by było dokładnie takie jak chcę!
.

środa, 10 marca 2021

Oddychaj...

 Bez względu na to co się akurat dzieje w Twoim życiu, pamiętaj, żeby oddychać. Świadomie. Ani głębiej, ani płycej. Ani szybciej, ani wolniej. Świadomie.

 

 


 

sobota, 7 grudnia 2019

Zapisy online

Zapisy online są dostępne przez facebooka. Serdecznie zapraszam. Jeśli nie ma akurat wolnych terminów proponuję kontakt mailowy lub telefoniczny, celem ustalenia kiedy taki termin może się pojawić.





poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Mała przerwa

Mała przerwa w pisaniu bloga ponieważ pisze większą formę.

Moi pacjenci wiedzą, że od dawna odgrażam się, iż napiszę książkę o prokrastynacji.

No więc już się nie odgrażam. Po prostu siedzę i piszę. Ponieważ chcę, żeby była jak najbardziej rzetelna, zatapiam się w badaniach. Wymyślam nowe sposoby na radzenie sobie z kuszącą wizją mitycznego jutra, ulepszam te znane, opisuję jak najbardziej czytelnie te stare i sprawdzone.

Trudno mi określić ile jeszcze potrzebuję czasu. Ale trochę potrzebuję...

Tymczasem zapraszam do eksplorowania starszych postów. Jest tu naprawdę kawał ciekawej wiedzy i praktycznych porad.

Osoby, które chciałby skorzystać z pomocy w gabinecie, zapraszam do kontaktu telefonicznego: \
+48 880 738 895 lub mailowego: joanna@wrzesniowska.pl

Do poczytania i zobaczenia!

J.W.

środa, 13 stycznia 2016

Kiedy postanowienia zaczynają blednąć

Jest duża szansa, że właśnie zaczynasz tracić motywację, która pozwalała Ci realizować noworoczne postanowienia. Ale można temu zaradzić. Żeby osiągnąć cel, trzeba coś robić. Bazując na tym fakcie, możemy ustalić zasady różnych działań czy zachowań i starać się ich trzymać. 
Oto kilka przykładów:

- chcę napisać książkę: kiedy uruchamiam edytor tekstu, wyłączam wszystkie inne programy, w tym oczywiście przeglądarkę i piszę przez 20 minut,
- nauka języka obcego: kiedy jadę do pracy i z pracy słucham słówek i powtarzam,
- chcę więcej czytać: o 9.30 wyłączam komputer, wyciszam telefon, szykuję się do spania i czytam przez min. 40 minut,
- chcę schudnąć: śniadanie = owsianka z bakaliami, obiad = warzywa, zboża, kolacja = warzywa; jeśli jestem głodny między posiłkami jem jabłko, kiszonego ogórka albo kapustę; piję tylko wodę albo herbaty ziołowe,
- chcę pobiec maraton: kiedy budzik przestaje dzwonić o 5.30 nie słucham myśli o tym jak miło jest w łóżku, po prostu wstaję i idę biegać, albo ćwiczę jogę,
- chcę żyć bardziej uważnie: kiedy się budzę, wstaję, idę do toalety, wypijam szklankę wody i medytuję przez 5 minut; gdy jem, robię to z pełną uważnością, wszystkimi zmysłami, będąc w pełni obecnym.

Oczywiście żadna z tych zasad nie sprawi, że ot tak po prostu osiągniesz wyznaczony cel, ale z pewnością przybliży cię do niego. 

Wprowadzanie zasad w życie

Oczywiście łatwo jest wymyślić te wszystkie zasady, trudniej wprowadzić je w życie. Poniżej kilka sposobów, które mogą Ci to ułatwić:
1.      Wprowadzaj jedną zasadę za jednym razem.. Kiedy popraktykujesz ją przez tydzień, dwa, wprowadzaj następną. Nie musisz się nigdzie spieszyć. Lepiej iść powoli i dojść do celu, niż biec i paść w połowie drogi. 
2.      Bądź dla siebie człowiekiem - rób coś trudnego przez 5-20 minut, potem pozwól sobie na coś lżejszego czy łatwiejszego przez max. 30 min. 
3.      Nie oczekuj, że będziesz idealny - pozwól sobie na porażki, każda z nich jest lekcją; staraj się być lepszy niż byłeś przed chwilą, wczoraj, tydzień temu... powoli.D
4.      Jeśli widzisz, że cały czas zawalasz, zmień zasadę, zmień miejsce, zaangażuj kogoś z zewnątrz (więcej o tym już wkrótce). 
5.      Nie zaczynaj od zasad związanych z jedzeniem. Jedzenie w naszych czasach spełnia bardzo wiele ról, oprócz tej podstawowej, służącej przeżyciu. Najpierw zbuduj sobie jakiś inny nawyk, żeby zobaczyć, że możesz, a potem zabierz się za zasady związane z jedzeniem, ale nie zmieniaj wszystkiego od razu. Skup się na jednym posiłku, albo jednym rodzaju jedzenia (zamiast w ogóle odstawiać słodycze odstaw najpierw ciasteczka, potem czekoladę, potem cukierki, potem cukier do herbaty etc). Nie chodź tam gdzie jest jedzenie, z którego chcesz zrezygnować, w sklepie odwracaj od niego wzrok. Uprzedź znajomych o swoich postanowieniach i zasadach. 
6.      Zasady dotyczące uważności są najłatwiejsze do wprowadzenia, a jednocześnie tworzą fundament, na którym łatwiej budować inne nawyki. 
7.      Ustaw sobie przypominajki w telefonie, w komputerze, powieś kartki w mieszkaniu (pamiętaj, żeby je wymieniać co tydzień - zmieniać ich kolor, kształt, miejsce). 
Obserwuj się uważnie. Zauważysz, że niektóre zasady będą wymagały przypominajek, inne wsparcia z zewnątrz, jeszcze inne będą w ogóle nierealizowalne, do innych trzeba będzie zmienić coś w otoczeniu. Doświadcz tego niesamowitego procesu uczenia się, jakim jest ustalanie i działanie w zgodzie z zasadami, tworzenie nowych nawyków. I pamiętaj, że na końcu tej drogi, gdy osiągniesz cel - twoja satysfakcja wypełni cię dumą, radością i szczęściem. I siłą, by realizować kolejne cele, albo trwać na swojej drodze (zdrowe jedzenie, kultura fizyczna, odpowiedni rytm snu, uważność - to droga, która nigdy się nie kończy). 

Jaką zasadę wprowadzisz dziś w życie?


JW na podstawie Leo Babauta


poniedziałek, 2 marca 2015

Jak zmienić nawyk z punktu widzenia mózgu

Kiedy zrozumiesz jak tworzą się ścieżki neuronowe w mózgu, pojmiesz jak w prosty sposób pozbyć się niechcianego nawyku.

Ścieżki neuronowe są jak każde inne ścieżki. Trzeba je wydeptywać, żeby nie tylko powstały ale przede wszystkim stawały się coraz solidniejsze, twardsze, pewniejsze. Kiedy sięgasz w określonej sytuacji po określone jedzenie, papierosa czy kieliszek wina i to się powtarza i powtarza - tworzysz ścieżkę neuronową. Na szczęście mózg się nieustająco zmienia i możesz stworzyć nową ścieżkę, zostawiając starą, która za jakiś czas zniknie, zarośnięta porządnymi krzakami. Ta zmienność mózgu nazywa się neuroplastycznością.

W szkole nauczono mnie pisać literkę A składającą się z kółka i pałeczki z boku. Każdy z nas tak pisze. Ale chyba pod koniec podstawówki (albo na początku liceum, nie pamiętam [sic!]) postanowiłam, że będę orygnalna i... zaczęłam ćwiczyć tzw. odwrócone A, które stało się zmorą osób próbujących czytać moje ręczne pismo (chwilę później doszło jeszcze fancuskie R).

Bardzo, bardzo chciałam być oryginalna i spędzałam godziny ćwicząc nowe A i R. Co robiłam? Ta jest! Wydeptyptywałam w ten sposób nową ścieżkę neuronową. Teraz nie wyobrażam sobie pisania zwykłego A i R. Tamta ścieżka zniknęła. Może z dużej wysokości jakiś naukowiec zobaczyłby, że dany obszar różni się od otoczenia... tak, tam wiła się ścieżka klasycznego A i R.

Na tej samej zasadzie możemy poradzić sobie z każdym nawykiem. Dzięki neuroplastyczności wszystko jest możliwe. Osoby po wylewach, poprzez ćwiczenia, tworzą nowe ścieżki neuronowe i ich mózgi budują je w najmniej spodziewanych miejscach gdy te "właściwe" są uszkodzone (o ile obszar uszkodzeń nie jest zbyt duży oczywście). Osoby palące, przejadające się i wszystkie inne mogą nauczyć się nowych zachowań w danej sytuacji. Dzięki powtarzaniu staną się one pożądanymi nawykami i w efekcie zmienią życie na lepsze.

1. Zidentyfikuj nawyk, który chcesz zmienić i stwórz intencję.
Niestety nie ma lekko! Żeby coś zmienić musisz naprawdę chcieć to zmienić. Czasami tkwimy w niefajnych sytuacjach bo boimy się zmiany, nawet tej na lepsze (a czasami przede wszystkim tej na lepsze). Jeśli wyrobisz w sobie głębokie przekonanie co do zmiany, przygotujesz dobry grunt pod nową ścieżkę w swoim mózgu.

2. Zaobserwuj co stary nawyk robi w twoim życiu.
Przyjrzyj się uczuciom, myślom, reakcjom ciała na ten nawyk. Zobacz w jaki sposób to wszystko kreuje Twoje życie albo jego część. Wyostrz uwagę. Bądź obserwatorem. Pozwól urosnąć samoświadomości.

3.Osobiście kieruj swoją uwagą.
To bardzo ważne! Żeby stworzyć nową ścieżkę trzeba zdjąć uwagę ze starego nawyku i nakierować ją na nowy. W ten sposób stary nawyk nie ma paliwa i powoli zanika.

4. Używaj swojej wyobraźni.
Możesz doskonale wspomóc tworzenie nowej ścieżki wykorzystując swoją wyobraźnię. Do działania dodaj wizualizacje. Na okrągło puszczaj sobie w głowie film, w którym zachowujesz się w nowy sposób.

5. Przerywaj stare myśli i wzorce zachowań kiedy tylko się pojawiają 
 Kiedy pojawi się myśl czy impuls związany ze starym nawykiem powiedz sobie "stop". Rozejrzyj się dookoła i powiedz do siebie: "Hej, nie muszę się zachowywać w taki sposób! Ba! Wcale nie chcę się tak zachowywać. Teraz zachowuję się tak i tak" i przekieruj uwagę na nowy nawyk czy reakcję, zaangażuj się w działanie w nowy sposób.

6. Awersja
Nie każdy to lubi, nie każdy to stosuje ale osobiście uważam, że to doskonały mechanizm, który możemy wykorzystywać. Gdy zatrujesz się małżami, poważnie zatrujesz, tworzy się w organizmie awersja w temacie małż. Jest wielka szansa, że przynajmniej przez czas jakiś nie weźmiesz małży do ust. Dzieje się tak dlatego, że pamiętasz cierpienie związane z zatruciem (w ten sposób, na własne życzenie, wyeliminowała się z mojego życia popularna sieć restauracji... już na widok ich logo robi mi się niedobrze, nie ma opcji, żeby moja noga tam postanęła!). Jak to przełożyć na nasze? Na przykład: idziesz koło sklepu ze słodyczami. A przecież nie chcesz jeść cukru! Mówisz sobie więc: "To śmieciowe jedzenie! Robią je w wielkich fabrykach, dodają całe mnóstwo sztucznego świństwa tylko po to, żeby nas uzależnić. Nie chcę jeść śmieci i nie chcę być uzależniona od cukru!". I powtarzasz to sobie za każdym razem gdy widzisz jakąś słodycz. W ten sposób budujesz ścieżkę awersji wobec słodyczy. Można też wyobrażać sobie jak działają one na nasz mózg, na trzustkę, jak koszmarnie zaburzają biochemię naszego ciała. Każdy ma swoją własną ścieżkę awersji bo na każdego działa odrzucająco co innego.

7.  Stwórz konkretny plan i wybierz co będziesz robić zamiast.

Im więcej konkretów, tym łatwiej stworzyć nowe ścieżki neuronowe. Zdecyduj czy zamiast się obżerać bedziesz cwiczyć, czy zamiast przetworzonego cukru będziesz jeść owoce. Całą uwagę świadomie kieruj na nowy wybór. Jeśli będą pojawiać się myśli związane ze starymi nawykami, podziękuj głowie, że je generuje i w pełni świadomie, pamiętając po co i dlaczego, kieruj uwagę na nowe zachowania, które przekuwasz w nawyk.

8. Oswajaj przeszkody
Zauważ co ci stoi na drodze. Sprawdź czy nie istnieją tzw. wtórne korzyści związane ze starym nawykiem (chorowanie może nie jest miłe, ale przyjamniej ktoś się mną opiekuję - przykład wtórnej korzyści). Zatrzymaj się przez chwilę nad stresem jaki masz w życiu i zastanów czy nie można podejść do niego inaczej. Rozważaj możliwści. Podejmuj funkcjonale decyzje.

9. Wejdź w kontakt z obserwującym Ja

Zacznij medytować. To najprostsza droga do nauczenia się patrzenia na siebie z pozycji obserwatora i do prawdziwego doświadczania i akceptacji jednocześnie. Medytacja tworzy nowe ścieżki neuronalne w naszych mózgach.

10. Zmieniaj się na swoje lepsze

Zmiana jest zawsze możliwa. Nie istnieje "bo tak mam i koniec". W każdej chwili możesz rozpocząć pracę nad tworzeniem nowej ścieżki neuronalnej w swoim mózgu, która zaowocuje nowym zachowaniem, a później, jeśli będziesz tego chcieć i nad tym pracować, nowym nawykiem. Pamiętaj więc, żeby kilka razy dziennie powtarzać sobie: "Mogę to zrobić!". W ten sposób świadomie i z uporem kierujesz uwagę na nowe. A stare, bez uwagi i wzmocnień, będzie się zmniejszać i zmniejszać i zmniejszać...


inspiracja: Marilyn Gordon

czwartek, 27 listopada 2014

Niepokój i Lęk vs Akceptacja i Samowspółczucie

Bardzo wiele osób zamienia się w ultra krytyków gdy zaczyna odczuwać nawet niewielki niepokój. Ganimy siebie za zmartwienia, spocone dłonie czy drżenie ciała. Wyzywamy się. Jesteśmy zawstydzeni, czasem nawet czerwienimy się.

"Co jest nie tak z tobą? Jesteś idiotką, że stresujesz się takim drobiazgiem!"

 Kiedy jesteśmy w stresie, nasz wewnętrzny krytyk zaczyna krzyczeć, co jeszcze bardziej nas stresuje, podnosi poziom lęku, zwiększa jego intensywność, przez co staje się jeszcze bardziej dotkliwy.

Samowspółczucie to podejście dużo bardziej pomocne w takich sytuacjach i w życiu w ogóle. Samowspółczucie to między innymi mówienie do siebie w łagodny, ciepły sposób, akceptacja, uczciwość wobec siebie, zauważanie i potwierdzanie swoich uczuć, wsparcie samego siebie w odnajdywaniu najbardziej funkcjonalnych na długą metę rozwiązań.

Psycholog Dennis D. Tirch w swojej książce The Compassionate-Mind Guide to Overcoming Anxiety: Using Compassion-Focused Therapy to Calm Worry, Panic and Fear dzieli się wieloma bardzo użytecznymi narzędziami, podpowiedziami i technikami opartymi na idei samowspółczuciu i mindfulness (uważność).
Poniżej prezentuję trzy strategie z ww. ksiązki, które przy pomocy współczucia i akceptacji, pomagają radzić sobie z lękowymi.

1. Udawaj, że rozmawiasz z najlepszym przyjacielem
Jak twierdzi Tirch, jesteśmy bardziej surowi dla siebie niż dla innych. Dlatego udawanie, że wspiera się najlepszego przyjaciela (albo kogokolwiek kogo się prawdziwie kocha) może pomóc.
Najpierw zaobserwuj jakie myśli przechodzą ci przez głowę dokładnie w tym momencie. Zapisz te myśli. Na przykład możesz myśleć: Co będzie jak stracę pracę? Co będzie jak nie dotrzymam terminu? Co będzie jak dostanę ataku paniki? Co jeśli znowu nie uda mi się zasnąć albo przespać całej nocy?
Następnie zapytaj siebie: "Co bym powiedziała najlepszemu przyjacielowi gdyby był w takiej sytuacji, gdyby mierzył się z takimi problemami?"
Gdyby twój przyjaciel utknął w korku i martwił się, że się spóźni, mogłabyś powiedzieć: "Ta sytuacja z pewnością jest bardzo frustrująca. Ale przecież nie masz wpływu na korki. Jesteś pewnie jedną z setek osób tkwiących w korku. Jeśli możesz, puść martwienie się i przejdź do działania - zadzwoń do biura i wyjaśnij jaka jest sytuacja".

2. Oszacuj koszty i zyski płynące z Twoich myśli 
Weź kartkę papieru. Zastanów się jaka myśl chodzi ci teraz po głowie. Zastanów się: "Jakie są zalety i wady pójścia za tą myślą?"
Podziel kartkę na pół, jedną część nazwij "zyski", drugą "koszty". Wypisz je. Następnie zapytaj siebie: "Czy Czy koszty pójścia za tą myślą przewyższają zyski? Czy wejście w tę myśl pomoże mi w jakikolwiek sposób? Gdybym poszła za tą myślą, jakbym się zachowała? Czy chcę, żeby moje zachowanie zależało od tego rodzaju myślenia?"
Rozważ czy podążanie za daną myślą będzie związane z zachowaniem dobrym dla ciebie i zgodnym z Twoimi wartościami. Jeśli zdecydujesz, że nie, skoncentruj się na współczuciu i akceptacji i zobacz czym ta myśl tak naprawdę jest, a powiedzmy sobie szczerze, że jest po prostu: "pewnym wydarzeniem w mózgu".
Następnie skup się na tej myśli, która pozwoli ci działać ze współczuciem, łagodnością, efektywnie i zgodnie z twoimi wartościami na dłuższą metę (strategie krótkoterminowe nas nie interesują).

3. Złap dystans do swoich myśli
 Wyobraź sobie, że jesteś w przepięknym teatrze, siedzisz na balkonie. Oglądasz sztukę. Po jakimś czasie główny bohater gra osobę bardzo zdenerwowaną. Oglądasz tę sztukę już jakiś czas więc naprawdę utożsamiasz się z bohaterem.
Jak pisze Tirch: "Masz w sobie empatię, współczucie i ciepłe uczucia dla tej postaci. Wyobraź sobie, że ten bohater to ty. A sztuka, którą oglądasz to dokładne przedstawienie sytuacji, w której się znajdujesz".
 I zastanów się: "Jak możesz zareagować na to negatywne, pełne lęku i napięcia myślenie, które udaje ci się czasem w sobie zauważyć, ale z perspektywy balkonu właśnie? Z perspektywy współodczuwania i łagodności?"
Tirch podkreśla, że niepokój nie jest twoją winą. Jest wiele czynników wpływających na pojawienie się lęku, na które nie mamy wpływu: na przykład uwarunkowania genetyczne, historia czy obiektywna sytuacja, w której się znajdujesz.
Na szczęście możemy się nauczyć jak odpowiadać na niepokój w akceptujący i współodczuwający sposób. Powyższe wskazówki to dobry początek.


Margarita Tartakovsky

piątek, 26 września 2014

W kleszczach lęków

Są ciągle dookoła nas, niezauważenie wpływają na nasze życie, powodują zmartwienia, zawahania, zwątpienia, konfundację, napięcie, unikanie.

Ściagają nas na kolana.

Na codzień nie zdajemy sobie sprawy z tego w jaki sposób kontrolują nas nasze lęki. Dzięki temu stają się jeszcze potężniejsze.

Lęki powstrzymują nas od realizacji marzeń, od ryzykowania, od podążania za miłością, od szukania przygód, od wystąpień publicznych, od wchodzenia w nieznane, od nowych wyzwań, od hulania w dyskomforcie. Prokrastynujemy, objadamy się, szukamy dystrakcji - wszystko z lęku. Tkwimy zakleszczeniew nieustającym zmartwieniu - z lęku.

A przecież lęki są jak chmury.

Wpływają w nasze pole widzenia, nieproszone i niechciane, jak ciemna chmura burzowa. Zostajemy złapani przez deszcz i burzę i czujemy się tak, jakby to był cały nasz świat. Zanurzamy się cali w tej chmurze, jakby nie było niczego po za nią i jakby miała tu zostać na zawsze.

Ale chmury odchodzą.

Chmury odchodzą, tak jak wszystko inne. Nie ma przed czym uciekać. To po prostu przepływająca chmura. Obserwuj więc jak rośnie twoja chmura lęku. I obserwuj jak przepływa przez ciebie i jak odpływa. Tak samo jak każda inna myśl. Ciesz się chłodem cienia i wiatrem, który cię omiata. A potem zrób krok w stronę słońca teraźniejszej chwili, tego pięknego i pełnego radości tu i teraz.

W każdej chwili wszystko jest ok. Nawet kiedy rośnie lęk - to jest ok. Naucz się ufać temu, że tu i teraz, ze wszystkimi jego odczuciami i uczuciami - jest ok, naucz się ufać cudowności obecnej chwili, uwierz w bycie wystarczająco dobrym, teraz.

Patrz jak lęk przypływa i odpływa i zauważ, że wciąż jesteś ok.

Gdy nauczysz się obserwować jak lęk przychodz i odchodzi, ufać w swoje bycie ok - będziesz w pełni wyposażony, by radzić sobie w życiu. By wstać z kolan i iść.

Leo Babauta

wtorek, 26 sierpnia 2014

Zamień inspirację w działanie

 Ile razy czytałaś wspaniały artykuł albo miałeś świetny pomysł albo chciałeś coś zmienić... aletego nie zrobiłeś? To potrafi być napawdę frustrujące. A potem obwiniamy siebie, że nie wprowadziliśmy planu w życie. I czujemy się jeszcze gorzej.

Pamiętam czas kiedy czułem dokładnie to samo. Wielka inspiracja i zero działania. Chciałem pobiec maraton, wziąć udział w triatlonie, napisać książkę, uruchomić bloga, schudnąć, wyjść z długów, zacząć wcześnie wstawać, uprościć swoje życie. Ale nic w tych tematach, oprócz chcenia, nie robiłem. Byłem nieustająco zajęty, Byłem zmęczony. Miałem inne rzeczy do zrobienia. Ale tak naprawdę to były tylko wymówki.

Nauczyłem się paru rzeczy, które dla mnie zadziałały i wciągu roku zrobiłem dokładnie wszystko z rzeczy wymienionych powyżej. Podjąłem działanie. Wymówki zostały utrącone.

Oto co dla mnie zadziałało:
  1. Powiedz komuś, że zamierzasz to zrobić. Jeśli plan jest tylko w twojej głowie to nie ma mowy o pełnym poświęceniu. Nic się na dłuższą metę nie wydarzy. Rozejrzyj się i podziel się swoim planem z osobą, która jest najbliżej ciebie. Teraz. Dokładnie w tej chwili. Albo wyślij do kogoś maila.
  2. Wykrój czas. Mnóstwo ludzi robi krok pierwszy ale nie robi tego kroku. Musisz znaleźć czas. Nawet jeśli to raptem 10 minut dziennie - kiedy dokładnie to będzie? Po której części twojego dnia? Jeśli nie masz ustalonego już planu dnia to są rzeczy, które robisz codziennie: budzisz się, może bierzesz prysznic i myjesz zęby, jesz śniadanie albo lunch, uruchamiasz komputer, idziesz do szkoły albo do pracy, kładziesz się spać. Wpisz do swojego kalendarza te 10 minut - teraz!
  3. Zacznij od najmniejszego kroku jaki możesz sobie wyobrazić. Większość ludzi popełnia błąd ustalania zbyt dużych celów, głównie dlatego, że są akurat w fazie wielkiej inspiracji i wydaje im się, że mogą góry przenosić. Ale tak naprawdę istnieje małe prawdopodobieństwo, że wytrwasz w postanowieniu ćwiczenia przez godzinę dziennie czy pisania przez dwie godziny. Często na początku nawet 30 minut to za dużo. Zacznij więc od 5, 10 minut. Jeśli jesteś naprawdę zajęty - poświęć temu 2 minuty. Byle codziennie.
  4. Niech to będzie prawdziwe zobowiązanie. Najczęstszą przyczyną porażek jest brak prawdziwego zobowiązania. Wydaje ci się, że jak komuś powiedziałeś, żebędziesz coś robić to załatwia sprawę. Jeśli to jest naprawdę głębokie zobowiązanie napisz o tym na blogu, na swoim fejsbuku, na twitterze. Powiedz o tym 100 osobom. Zainwestuj w to pieniądze. Powiedz, że zaśpiewasz publicznie, jeśli się poddasz. Spraw, żeby ludzie liczyli na ciebie.
  5. Ustaw sobie przypominajki. Łatwo jest zapomnieć gdy się zacznie. Jeśli chcesz iść pobiegać przez 10 minut po obudzeniu - miej pewność, że coś ci o tym przypomni. UStaw buty do biegania przy łóżku, rozłóż ubrania do biegania po domu, albo nawet w nich śpij! Ustaw gdzieś w widocznym miejscu wielki znak i przestawiaj go codziennie, żeby się nie opatrzył. Używaj post itów. Wykorzystuj alarm w telefonie i przypomnienia w komputerze.
  6. W chwili kiedy poczujesz ochotę, żeby tego uniknąć - zatrzymaj się. Będzie taka chwila (albo wiele chwil) kiedy poyślisz sobie: "zrobię to jutro". To jest moment, na który musisz bardzo mocno zwrócić uwagę. Zatrzymaj się, fizycznie, usiądź na chwilę, nie zbliżaj się do komputera, po prostu bądź ze sobą. Zapytaj siebie: czego się boję? Co mnie zatrzymuje? Prawdopodobnie jest to jakiś dyskomfort. Więc uśmiechnij się do siebie i do tego dyskomfortu, wstań i zrób co miałeś do zrobienia, z pełną uważnością. Zobaczysz jak ci się będzie podobało!
Leo Babauta

    sobota, 17 maja 2014

    Wiesz co będzie w przyszłości?

    Ostatnimi czasy spotykam coraz więcej młodych ludzi, którzy przychodzą z problemem: nie wiem co mam robić w życiu. Są pełni wątpliwości co do drogi swojego życia, pełni lęku, że podejmą złą decyzję, sparaliżowani często do tego stopnia, że nic nie robią, w pełnym tego słowa znaczeniu. Albo robią bardzo dużo ale nie po to, by coś z tego wynikło ale po to, by nikt się nie czepiał, że nic nie robią. A oni wciąż nie wiedzą dokąd iść. I w dniu, kiedy kolejna taka osoba zapytała mnie co ma w życiu robić, Leo napisał ten post. Nie mogę go tu nie umieścić. Szczególnie, iż mam wrażenie, że dotyczy to nie tylko młodych ludzi.



    To w zasadzie ekstremalna sprawa wymyślić co będziesz robić w przyszłości! I w zasadzie nikt nikomu nie może powiedzieć co ma robić w przyszłości. Ale mogę podzielić się tym, czego nauczyłem się spoglądając wstecz na moje życie i co mówię swoim dzieciom.

    .Nie możesz wiedzieć co będzie w przyszłości. Nawet młodzi ludzie, którzy mają plan (być lekarzem, prawnikiem, naukowcem, piosenkarzem) nie wiedzą co tak naprawdę się wydarzy. Jeśli w ogóle mają jakąś pewność, to są odrobinę oszukani. Życie nie toczy się zgodnie z planem. Bardzo mało osób może robić dokładnie to, co sobie obmyślili, i nikt do końca nie wie czy należy do tej grupy. Pojawiają się różne doświadczenia, które zmieniają ciebie, zmieniają twoje możliwości, zmieniają świat. Praca w takich miejscach jak Google, Amazon czy Twitter nie istniała gdy byłem nastolatkiem. Nie istniał także taki zawód jak bloger.

    Jeśli więc nie możesz przewidzieć przyszłości, co możesz zrobić? Nie kierować całej swojej uwagi na przyszłość. Skupić się na tym, co możesz robić teraz, bez względu na to, co przyniesie przyszłość. Rób różne rzeczy. Buduj coś. Ucz się. Przeżywaj przygody. Zaprzyjaźniaj się. To wszystko z pewnością będzie pomocne w przyszłości.

    Naucz się żyć z dyskomfortem. Jedną z najważniejszych umiejętności jest zgoda na dyskomfort. Najlepsze rzeczy w życiu często wiążą się z trudnościami. Jeśli nie po drodze ci z radzeniem sobie z trudnościami i otwarciem na związany z tym dyskomfort - może coś cię ominie. Będziesz wieść spokojne życie w złudnym poczuciu bezpieczeństwa.

    Uczenie się jest ciężkie i bywa trudne. Budowanie czegość jest ciężkie i bywa trudne. Pisanie książki nie należy do najprzyjemniejszych zajęć na dłuższą metę. Małżeństwo to koszmarnie ciężka sprawa. Przebiegnięcie ultramaratonu jest trudne. Ale każda z tych rzeczy w naszym zasięgu i jest niesamowita!

    Jeśli więc staniesz się naprawdę dobra w życiu z dyskomfortem, będziesz mogła robić co tylko zechcesz! Możesz otworzyć interes, którego nie otworzysz jeśli będziesz się bać dyskomfortu, ponieważ prowadzenie firmy naraża człowieka na wiele dyskomfortowych chwil.

    Jak można się tego nauczyć? Już teraz zacznij robić rzeczy, które są niekomfortowe i trudne, rób to specjalnie. Spróbuj ćwiczyć odrobinę, nawet jeśli wydaje ci się, że to trudne, nudne, bez sensu, że nie lubisz. Poćwiczyć minutkę albo dwie. Za tydzień trzy albo cztery... Zacznij pisać blog albo medytuj codziennie. Kiedy zauważysz, że unikasz dyskomfortu, otwórz się na to doświadczenie i... skocz w to, co jest takie dymkomfortowe (oczywiście z rozsądkiem, biorąc pod uwagę swoje możliwości i bezpieczeństwo).

    Naucz się żyć w zgodzie z niepewnością. Warto nauczyć się rozkwitać w niepewności. Uruchomienie własnego biznesu, na przykład, jest niesamowitą sprawą ale... jeśli boisz się niepewności, nie zrobisz tego. Nie wiesz jak się sprawy potoczą, a jeśli musisz to wiedzieć, będziesz unikać nowych projektów, interesów, okazji... Bo przecież nikt nie wie co będzie. Jeśli jednak fakt, że nie wiesz będzie dla ciebie ok, będziesz otwarty na wiele, wiele więcej możliwości.

    Gdy przestajesz mieć problem z dyskomfortem i niepewnością, możesz robić wszystko, co tylko przyjdzie ci do głowy: podróżować po świecie i żyć z doraźnych prac pisząc jednocześnie fascynującego bloga, napisać książkę, uruchomić interes, zaangażować się w wolontariat gdzieś w Afryce czy Azji, nauczyć się programować i tworzyć nowe aplikacje... możliwości są nieskończone. Wszystkie są cudowne pod warunkiem, że zgadzasz się na dyskomfort i niepewność. Gdy pojawi się okazja, będziesz gotowy na nowe, pod warunkiem, że praktykujesz umiejętność zgadzania się na dyskomfort i niepewność. (to jest m. in. to, czego uczę swoich Klientów, JW)

    Poradź sobie z prokrastynacją i przymusem dystrakcji.

     Ale umiejętność zgadzania się na dyskomfort i niepewność na nic się nie przyda jeśli nie będziesz umieć radzić sobie z potrzebą dysktrakcji i prokrastynacji. Możesz dostrzec okazję, wejść w nią ale nic dalej z tego nie wyniknie bo będziesz zbyt zajęty oglądaniem telewizji czy siedzeniem na fejsbuku.
    Tak naprawdę, potrzeba dystrakcji i prokrastynacja to formy unikania dyskomfortu. Jeśli więc nie masz problemu z działaniem i jednoczesnym poczuciem dyskomfortu - masz ogromną przewagę na większością ludzi. Jeśli tego nie umiesz - nigdy nie jest za późno, żeby zacząć się uczyć.

    Naucz się swojego umysłu. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że rządzi nimi strach. Nie zauważają nawet kiedy uciekają w dystrakcje, albo znajdują racjonalne wyłumaczenie na robienie rzeczy, których obiecali sobie, że robić nie będą. Trudno jest zmienić mentalne nawyki bo trudno zobaczyć co dzieje się w naszej głowie (trochę na zasadzie "pod latarnią najciemniej").

    Naucz się więc jak działą twój umysł i zaczniesz dostrzegać schematy, według których postępujesz. Dwa świetnie sposoby, żeby się tego naczyć to praktyka mindfulnes i... blogowanie. W trakcie ćwiczeń mindfulnesowych zauważasz jak wiele myśli pojawia się w głowie, jakie dialogi czy dyskusje prowadzisz ze sobą i jak bardzo nie masz na to wpływu. Blogując - uświadamisz sobie codziennie co zrobiłeś i czego się danego dnia nauczyłeś, co zmieniłeś i gdzie utknąłeś. To doskonałe narzędzie dla każdego młodego człowieka. Kiedyś funkcjonowało w postaci papierowego pamiętnika, teraz mamy platformy blogerskie.

    Zbuduj coś małego. Wiele ludzi marnuje czas na nieistotne rzeczy takie jak telewizja, seriale, gry, media społecznościowe, czytanie wiadomości. Rok takich działań i... nie masz nic do pokazania światu. Ale gdybyś codziennie narysowała jeden szkic, przez 10 minut ćwiczyła głos, napisała kilka likijek kodu, pisała kilka zdań bloga, nagrała 3 minuty do videobloga, trenowała triki na deskorolce albo zaczęła pracować nad rozwinięciem ciasteczkowego biznesu... po roku miałabyś coś wspaniałego! Namacalne efekty Twojej pracy i nowe umiejętności. Coś na co możesz wskazać palcem i powiedzieć: "Ja to zrobiłam!". Większość ludzi nie może tego zrobić.

    Zacznij cokolwiek, podziel na malutkie, codzienne kroki i zobaczysz co będzie się działo...

    Stań się wart zaufania. Kiedy ktoś zatrudnia młodą osobę, najbardziej boi się tego, że nie będzie ona warta zaufania. Że będzie się spóźniać, że będzie ściemniać, że nie dotrzyma terminów. Ktoś kto ma dobrą reputację, na którą już jakiś czas pracuje, będzie miał od startu większe zaufanie i jest większa szansa, że zostanie zatrudniony. Naucz się takich prostych rzeczy jak: punktualność, uczciwość, systematyczność, wkładanie serca w to co robisz, umiejętność przyznawania się do błędów i naprawiania ich, dotrzymywanie terminów, bycie dobrym człowiekiem. Możesz to wszystko ćwiczyć już w szkole. I w ten sposób budować swoją reputację. Gdy pracodawca czy inwestor będzie robić reaserch na twój temat, dowie się, że jesteś godny zaufania i... zaufa ci dając pracę lub inwestując swoje pieniądze w twój pomysł.

    Bądź gotowy na okazje. Jeśli uda ci się robić to wszystko co jest wyżej napisane, będziesz niesamowity. Będziesz daleko z przodu w porównaniu do większości młodych ludzi. I różne okazje będą pojawiać się na twojej drodze. Najważniejsze to mieć otwarte oczy. To mogą być przeróżne okazje: ciekawa posada, możliwość wejścia z kimś w spółkę, jakiś pomysł na startup, który możesz zbudować samodzielnie, nowa rzecz, której można się nauczyć i zamienić w interes, możliwość, żeby wysłać swój najnowszy scenariusz... Te okazje mogą się pojawiać, a ty masz być na nie gotowy, otwarty i umieć je dostrzegać. Ryzykować - to jeden z przywilejów młodości. A jeśli żadna okazja się nie pojawia, możesz ją stworzyć sobie sam.

    Podsumowując: nie możesz teraz wiedzieć co będziesz robić przez całe swoje życie ponieważ nie wiesz kim będziesz, co będziesz mogła zrobić, co cię zafascynuje za 10 lat, kogo spotkasz, jakie okazje się pojawią, jaki będzie świat. Ale wiesz jedno: jeśli się dobrze przygotujesz, będziesz mogła zrobić cokolwiek sobie wymyślisz, co tylko będziesz chciała.

    Przygotuj się przez nauczenie się jak działa twój umysł, budowanie swojej opini jako osoby godnej zaufania, budowanie małych rzeczy (które po jakimś czasie już wcale takie małe nie są), radzenie sobie z prokrastynajcą i potrzebą dystrakcji, zgodę na dyskomfort i niepewność.

    Oczywiście możesz to wszystko zostawić i wieść życie pełnie poczucia bezpieczeństwa i nudy. Albo możesz zacząć już dziś i zobaczyć jak układasz swoje życie, po swojemu i co ono ma ci do zaoferowania. 

    I na koniec: co zrobić gdy rodzice naciskają i chcą wiedzieć co będziesz robić w przyszłości? Powiedz im, że będziesz przedsiębiorcą, otworzysz swój własny biznes i zawojujesz cały świat. Jeśli przygotujesz się na taką opcję kariery w młodości - będziesz mogła / mógł robić dokładnie wszystko!

    Leo Babauta