Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sens życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sens życia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 maja 2021

Jakie wartości w życiu

 Gdy pierwszy raz spotkałam się z terminem "wartości" w psychologii, nie mogłam opędzić się od widoku "Boga, Honoru i Ojczyzny". Do dziś to we mnie rezonuje i za każdym razem zdziwiona jestem, że hasła osłuchane w dzieciństwie tkwią w głowie tak długo... w przeciwieństwie na przykład do tabliczki mnożenia! 

Tak czy inaczej wartości to pewne cechy, które chcielibyśmy w sobie rozwijać, czy pielęgnować. Kierunki nadające naszemu życiu sens. Gdybyś była moją pacjentką, wiedziałabyś, że według mnie życie sensu nie ma, dopóki go sobie nie zrobimy. A wartości idealnie się do tego nadają. 

Bardzo lubię w wartościach brak poprawności politycznej. Bo wśród popularnych wartości mamy i pracowitość i komfort rozumiany jako wygodne życie; i atrakcyjność fizyczną i działania na rzecz innych. Do wyboru, do koloru! 

Kiedy już ustalimy które wartości najbardziej nas kręcą, zaczynamy powoli schodzić na ziemię. Zastanawiamy jak zachowuje się człowiek żyjący w zgodzie z daną wartością, co robi codziennie, co robi co tydzień. Jakie są jego cele. Bo cele to takie latarnie morskie, które się mija w swojej wartościowej podróży. I nagle robi się plan życia. A najciekawsze jest to, że bez względu na to jakie wartości wybierzesz, będą się one wzajemnie uzupełniać i wymagać będą bardzo podobnych działań. 

Kiedy już znamy najmniejsze możliwe zachowania, które świadczą o tym, że żyjemy w zgodzie z naszymi wartościami zaczynamy zabawę w sprawdzanie. Co nam przeszkadza, żeby tak się zachowywać? Czy to czynniki zewnętrzne czy nasze wewnętrzne przekonania, trudne emocje, wspomnienia... I pracujemy nad akceptacją barier, albo gdy można je przepracować - nad ich przepracowaniem. 

Z zewnątrz proces ten może wyglądać dość mechanistycznie, ale w rzeczywistości pełen jest zaułków, zakamarków i niespodzianek. Czasami wydaje mi się, że to taka psychoanaliza na ultramefedronie. Pojawiają się łzy. Pojawia się śmiech. I pogłębia się znajomość samego siebie. Uczymy się puszczać przeszłość, funkcjonalnie planować przyszłość, a przede wszystkim działać w tu i teraz. Wychodzić z głowy i działać. Bo tylko w ten sposób można zbudować dobre, znaczące i mające głęboki sens życia.

środa, 9 października 2019

Robić swoje

Poprzedni post zakończyłam cytatem związanym z niesamowitym Markiem Edelmanem. Na pytanie: "Co robić, gdy w życiu jest ciężko?" odpowiedział: "Nie zwracać uwagi, robić swoje."

Jest to dla mnie kwintesencja życia, ale ( i ale jest bardzo duże) trzeba uważać, by nie wpaść w pułapkę unikania. Życie daje nam w twarz co jakiś czas. Jedni znoszą to lepiej, inni gorzej. Na wiele wydarzeń nie mamy wpływu. Tak samo jak nie mamy wpływu na myśli, które przepływają przez naszą głowę, emocje, które w nas wybuchają lub sączą się niekończącą, a męczącą strużką i odczucia w ciele z myślami i emocjami związanymi. Ale mamy wpływ na nasze zachowanie. Mamy wpływ na to, co zrobimy z tymi myślami, emocjami i odczuciami w ciele. I co zrobimy później.

Terapia Akceptacji i Zaangażowania oparta jest na mocnych naukowych filarach, podparta filozofią i przebadana w różnych populacjach. Wszystkie badania wykazują jej skuteczność (www.contextualsciense,org). W ACT liczy się właśnie działanie (eng. act - działać). Zauważanie trudnych myśli i emocji, obserwowania ich z pewnego dystansu, nazwanie i... przeniesienie uwagi na tu i teraz. A im bardziej "tu i teraz" jest zgodne z naszymi wartościami, z tym co dla nas ważne, tym łatwiej w nim funkcjonować. Tu wchodzimy w obszar wartości. Każdy z nas je ma, mało kto o nich myśli. Szczęśliwi, którzy mogą w pełni żyć ze swoimi wartościami. Wartości nie można mylić z celami. Cele się odhacza, wartości się nigdy nie kończą i można je realizować na wiele różnych sposobów. Najważniejszą wartością w życiu mojego młodszego syna jest ekspresja przez taniec. Od 4 roku życia zajmuje się tańczeniem. Jest w tym naprawdę niesamowity. Kiedyś jednak się zaniepokoiłam. Taniec to praca ciałem, a co jeśli ciało się zepsuje? Zapytałam syna co zrobi gdy złapie kontuzję, czym będzie się zajmował w życiu. Bez chwili zawahania, mając 8 lat, odpowiedział: będę choreografem. W związku z tym nie ma dla niego zbyt długich czy trudnych ćwiczeń przy drążku. Nie nudzi się w teatrze za kulisami czekając na swoje wejście na scenę, nawet gdy wejście to trwa kilka minut. To jest dla niego ważne. To się dla niego liczy. I jest w stanie podporządkować tej wartości naprawdę dużo.

Co jest ważne dla Ciebie? Czy żyjesz zgodnie z tym, co jest ważne? Czy robisz coś, co zupełnie cię nie interesuje, ale płaci rachunki, a potem oglądasz serial i idziesz spać? Jeśli tak to nie dziw się, że twoja głowa będzie generować mnóstwo niefunkcjonalnych myśli, aż w końcu wylądujesz na terapii, bo nie będziesz już dawać sobie rady.

ACT uczy jak zauważać to co trudne, jak dawać temu przestrzeń i skupiać uwagę na tym, co jest dla nas naprawdę istotne. W ten sposób nadajemy życiu sens. I o tym mówił Marek Edelman. Bo bez względu na okoliczności możemy robić swoje. Nikt nie wygraża niebu, że spuszcza deszcz. Może trochę postękamy, ale chodzimy do pracy, odprowadzamy dzieci do przedszkola, biegniemy maraton, wyprowadzamy psa, załatwiamy sprawy. I tak samo nie musimy wstrzymywać się od życia tylko dlatego, że głowa generuje trudne myśli czy nieprzyjemne uczucia. Ba! W miarę praktyki można czerpać satysfakcję z umiejętności obserwowania tego co się z nami dzieje i dokonywania w pełni świadomych wyborów. Naprawdę... nawet jeśli teraz wydaje się to zupełnie nieprawdopodobne!








środa, 2 października 2019

Cierpienie czy etykieta

Od jakiegoś czasu żyjemy w niewoli diagnoz. Na wszystko musi być diagnoza. Diagnoza klasyfikuje ludzi, porządkuje, ustawia w kolejkach do specjalistów. Wiele zaburzeń diagnozowanych jest niemal prewencyjnie (sarkazm), na wszelki wypadek, albo dlatego, że pacjent tego wymaga. Ja sama jestem ogromną przeciwniczką diagnoz w pracy terapeutycznej. Diagnoza nie pozostawia szerszego pola do działania, odbiera wyobraźnię, wtłacza w ramki i każe w nich tkwić bez względu na wszystko. Nie ma mowy, żeby myśleć po za pudełkiem, na jego rancie, albo w dalszej odległości od niego (improwizacja na temat "think outside the box).

Oczywiście zdarza się, że diagnoza tłumaczy człowiekowi jego zachowania. Dzięki temu stajemy się bardziej przewidywalni dla samych siebie. O swoim ADHD i lekkim Aspergerze dowiedziałam się niedawno. Nie zmieniło to w moim życiu niczego... no może stałam się dla siebie odrobinę bardziej pobłażliwa. Gdy wypełniałam testy na wiele pytań mogłam odpowiadać z dwóch poziomów: poziomu wyjściowego, który znam doskonale i jest moją najgłębszą jaźnią (wtedy pewnie miałabym większego Aspergera, ADHD wyszło "level max") i z poziomu świadomego działania - moja mama, nauczyciele, znajomi i świat nauczyli mnie jak w pewnych sytuacjach się zachowywać, żeby nie tkwić nieustająco na krawędzi życia społecznego, a w zasadzie nawet trochę po ową krawędzią.

Nikt mi nie wierzy, że moja empatia jest wyuczona. A jest. Sama z siebie nie mam za grosz współczucia. Ale nauczyłam się go. Bardzo pomogła mi praktyka Zen, praktyka mindfulness i terapia akceptacji i zaangażowania. Niezwykle cenne było studiowanie tekstów Kellego Wilsona i Gabora Mate - osób tak głęboko współodczuwających, że bardziej chyba nie można.

Czy gdybym swoje diagnozy dostała w wieku szkolnym, byłabym tym kim jestem? Ze wszystkimi doświadczeniami - przyjemnymi i trudnymi, durnowatymi i uczącymi? Czy utknęłabym w jakiejś szufladce? Nie wiem. Ale cieszę się, że choć nie było lekko, to przeżyłam kawał niesamowitego życia, skacząc z tematu na temat. Bycie terapeutą też nie jest moim ostatnim słowem.

Jakże często rzeczy wspaniałych dokonują ludzie, którzy nie wiedzą, że tego co zrobili zrobić się nie dało. Albo ci, którzy nic sobie nie robili z ogólnie panujących standardów. Jak Cliff Young, który dzięki pracy z owcami zrewolucjonizował "rynek" ultra maratonów, choć patrzono na niego z dużym dystansem.

Trafiła do mnie kiedyś pacjentka z wypisem ze szpitala psychiatrycznego. Znalazła się tam z powodu napadu lęku w związku z przeżytym kilka dni wcześniej dużym kryzysem. Okazało się, że miała epizod psychotyczny, który miał rozwinąć się w schizofrenię (sic!). Tyle diagnoza. Trafiła do mnie, bo usłyszała, że pracuję trochę niestandardowo. Po jednym spotkaniu wiedziałam, że ta diagnoza jest bez sensu. Będzie wielkim stygmatem i niczym więcej. Popracowałyśmy i teraz moja pani z sukcesem prowadzi firmę, założyła rodzinę i przysyła mi czasem zdjęcia z wakacji. Nauczyła się jak radzić sobie z kryzysami, pracuje nad sobą, jej życie ma sens i kierunek.

Gdy pacjenci pytają mnie co im jest, odpowiadam: cierpienie. Ale to zła odpowiedź. Powinnam powiedzieć: to depresja, lęki, zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne, epizod psychotyczny, osobowość z pogranicza i tak dalej. Bardzo nie lubię tak mówić. I uczę pacjentów, że nazwa nie jest ważna, ważne jest właśnie cierpienie, które nie pozwala doświadczać życia we wszystkich jego aspektach. Nie obiecuję, że cierpienie zniknie. Stosując ACT uczę jak w praktyce zastosować radę Marka Edelmana, który na pytanie: "Co robić gdy w życiu jest ciężko?" odpowiedział: "Nie zwracać na to uwagi, robić swoje".




Ps: diagnozy oczywiście czasami są potrzebne, ale trzeba pamiętać, że psycholog czy psychoterapeuta nie diagnozują; diagnozować może tylko lekarz psychiatra. No i warto zostawiać sobie po diagnozie przestrzeń. Bo w przypadku spraw związanych z psyche diagnoza to nie wyrok.






środa, 13 stycznia 2016

Kiedy postanowienia zaczynają blednąć

Jest duża szansa, że właśnie zaczynasz tracić motywację, która pozwalała Ci realizować noworoczne postanowienia. Ale można temu zaradzić. Żeby osiągnąć cel, trzeba coś robić. Bazując na tym fakcie, możemy ustalić zasady różnych działań czy zachowań i starać się ich trzymać. 
Oto kilka przykładów:

- chcę napisać książkę: kiedy uruchamiam edytor tekstu, wyłączam wszystkie inne programy, w tym oczywiście przeglądarkę i piszę przez 20 minut,
- nauka języka obcego: kiedy jadę do pracy i z pracy słucham słówek i powtarzam,
- chcę więcej czytać: o 9.30 wyłączam komputer, wyciszam telefon, szykuję się do spania i czytam przez min. 40 minut,
- chcę schudnąć: śniadanie = owsianka z bakaliami, obiad = warzywa, zboża, kolacja = warzywa; jeśli jestem głodny między posiłkami jem jabłko, kiszonego ogórka albo kapustę; piję tylko wodę albo herbaty ziołowe,
- chcę pobiec maraton: kiedy budzik przestaje dzwonić o 5.30 nie słucham myśli o tym jak miło jest w łóżku, po prostu wstaję i idę biegać, albo ćwiczę jogę,
- chcę żyć bardziej uważnie: kiedy się budzę, wstaję, idę do toalety, wypijam szklankę wody i medytuję przez 5 minut; gdy jem, robię to z pełną uważnością, wszystkimi zmysłami, będąc w pełni obecnym.

Oczywiście żadna z tych zasad nie sprawi, że ot tak po prostu osiągniesz wyznaczony cel, ale z pewnością przybliży cię do niego. 

Wprowadzanie zasad w życie

Oczywiście łatwo jest wymyślić te wszystkie zasady, trudniej wprowadzić je w życie. Poniżej kilka sposobów, które mogą Ci to ułatwić:
1.      Wprowadzaj jedną zasadę za jednym razem.. Kiedy popraktykujesz ją przez tydzień, dwa, wprowadzaj następną. Nie musisz się nigdzie spieszyć. Lepiej iść powoli i dojść do celu, niż biec i paść w połowie drogi. 
2.      Bądź dla siebie człowiekiem - rób coś trudnego przez 5-20 minut, potem pozwól sobie na coś lżejszego czy łatwiejszego przez max. 30 min. 
3.      Nie oczekuj, że będziesz idealny - pozwól sobie na porażki, każda z nich jest lekcją; staraj się być lepszy niż byłeś przed chwilą, wczoraj, tydzień temu... powoli.D
4.      Jeśli widzisz, że cały czas zawalasz, zmień zasadę, zmień miejsce, zaangażuj kogoś z zewnątrz (więcej o tym już wkrótce). 
5.      Nie zaczynaj od zasad związanych z jedzeniem. Jedzenie w naszych czasach spełnia bardzo wiele ról, oprócz tej podstawowej, służącej przeżyciu. Najpierw zbuduj sobie jakiś inny nawyk, żeby zobaczyć, że możesz, a potem zabierz się za zasady związane z jedzeniem, ale nie zmieniaj wszystkiego od razu. Skup się na jednym posiłku, albo jednym rodzaju jedzenia (zamiast w ogóle odstawiać słodycze odstaw najpierw ciasteczka, potem czekoladę, potem cukierki, potem cukier do herbaty etc). Nie chodź tam gdzie jest jedzenie, z którego chcesz zrezygnować, w sklepie odwracaj od niego wzrok. Uprzedź znajomych o swoich postanowieniach i zasadach. 
6.      Zasady dotyczące uważności są najłatwiejsze do wprowadzenia, a jednocześnie tworzą fundament, na którym łatwiej budować inne nawyki. 
7.      Ustaw sobie przypominajki w telefonie, w komputerze, powieś kartki w mieszkaniu (pamiętaj, żeby je wymieniać co tydzień - zmieniać ich kolor, kształt, miejsce). 
Obserwuj się uważnie. Zauważysz, że niektóre zasady będą wymagały przypominajek, inne wsparcia z zewnątrz, jeszcze inne będą w ogóle nierealizowalne, do innych trzeba będzie zmienić coś w otoczeniu. Doświadcz tego niesamowitego procesu uczenia się, jakim jest ustalanie i działanie w zgodzie z zasadami, tworzenie nowych nawyków. I pamiętaj, że na końcu tej drogi, gdy osiągniesz cel - twoja satysfakcja wypełni cię dumą, radością i szczęściem. I siłą, by realizować kolejne cele, albo trwać na swojej drodze (zdrowe jedzenie, kultura fizyczna, odpowiedni rytm snu, uważność - to droga, która nigdy się nie kończy). 

Jaką zasadę wprowadzisz dziś w życie?


JW na podstawie Leo Babauta


sobota, 21 czerwca 2014

Ankieta

Szanowni Czytelnicy,

będę ogromnie wdzięczna jeśli zechcecie wypełnić ankietę, którą stworzyłam. Pomoże mi ona w projkecie badawczym. Jej wypełnienie zajmuje kilka minut... Proszę także o przesyłanie linka do znajomych, im więcej osób ją wypełni, tym lepiej dla projektu.

ANKIETA

poniedziałek, 3 lutego 2014

Siedem kroków do znaczącego życia

W ostatnich czasach, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, wiele osób potrzebuje nadać sens swojemu życiu, od nowa odkryć poczucie spokoju, łagodności, a nawet szczęscia zamiast tkwić w stresie, frustracji i pomieszaniu. Wiele można czytać, dużo można się uczyć ale bez działania nic się nie zmieni. Siedem kroków, które prezentuję poniżej pomoże pozbyć się tego całego brudu i zrobić miejsce na sens. Można wprowadzać jeden dziennie, można każdemu dać się rozhulać przez tydzień. Ale nie warto ich za bardzo rozwlekać w czasie.

Warto też nadmienić, że nawet pięć minut medytacji dziennie radykalnie ułatwia wprowadzanie znaczących zmian.

Krok pierwszy: wstawaj wcześnie
Wczesne wstawanie to proste do nauczenia się przyzwyczajenie. Wystarczy jeden tydzień, żeby się przestawić. Wielu specjalistów od sukcesu twierdzi, że obok samodyscypiliny, to drugi potężny klucz do osiągnięcia tego, co się chce osiągnąć. Jeśli więc chcesz mieć czas i przestrzeń w życiu - wstawaj wcześniej. A jedynym sposobem, żeby to zrobić jest codzienna praktyka. Ja wstaję o 5.30. Piszę przez godzinę, medytuję przez 20 minut, wyprowadzam psy, robię śniadanie i... jestem gotowa do pracy. Dzięki temu po pracy mogę robić bardzo wiele różnych rzeczy: mogę biegać, poświęcić ten czas dla rodziny i przyjaciół, czytać, sprzątać... cokolwiek.

Krok drugi: odgruzuj swoje życie.
Musimy wyrzucić wszystko czego nie potrzebujemy, żeby zrobić miejsce na to, co jest naprawdę istotne. Każda rzecz jest jak kotwica, która ściąga nas w dół i unieruchamia. Jesteśmy z lekka przerażeni "utratą" tego co posiadamy. Zacznij od wyczyszczenia szaf, szuflad i innych składzików. Codziennie ogarnij choć jeden kawałek przestrzeni.

Krok trzeci: spróbuj czegoś nowego i patrz na świat tak, jakbyś go nigdy wcześniej nie widział
 Zdarzyło ci się poczuć jak w dniu Świstaka? Budzisz się, idziesz do pracy, robisz kolację, zmywasz i szykujesz się do spania? Dzwoni budzik i wszystko się powtarza? Tak, każdemu zdarza się czasem utknąć w rutynie.
Niedawno gdy jechałam do pracy i myślałam o tych wszystkich mailach i dokumentach, która tam na mnie czekają, postanowiłam, że przestanę na chwilę myśleć i rozejrzę się dookoła. Codziennie jadę koło jeziora, wschodzące słońce ślizga się po jego tafli - piękny widok! Ale nigdy wcześniej go nie zauważyłam. Następnego ranka (tak! wstaję wcześnie więc mam czas na takie rzeczy) poszłam na spacer z aparatem w ręku, nad jezioro... to było tak odświeżające! Pamiętaj, nawet malutka zmiana planu dnia może sprawić, że znowu poczujesz podekscytowanie życiem.

Krok czwarty: weź nudne zajęcie i zamień je w fajną sprawę
Wybierz takie zajęcie, które jest 100% rutyną. To może być jedzenie, zmywanie naczyń, jechanie do pracy. Cokolwiek wybierzesz, zastosuj poniższe kroki:
1. wyostrz swoje zmysły
2. skup się tylk na tej jednej czynności
3. poczuj rytm
4. oddychaj
5. ignoruj przeszłość i przyszłość, pozwól sobie na pełną obecność w tu i teraz

Krok piąty: bądź życzliwy 
Życzliwość nie jest tylko uczuciem, to emocja, która prowadzi do działania. Życzliwość dodaje ciepła do życia i każda interakcja wzbudza poczucie połączenia i przyjemności.
Życzliwe działania to coś, co dodaje sensu naszemu życiu i sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Postaraj się zrobić choć jedną życzliwą rzecz w ciągu dnia... pochwal kogoś, kup komuś kawę albo po prostu wyciągnij pomocną dłoń.

Krok szósty: pozwól odejść urazom i zazdrości
Świadomość, że możesz wybrać jak się czujesz nawet gdy sprawy niekoniecznie toczą się po Twojej myśli jest niezwykle uwalniające.
Trzymanie się dawnych urazów jest niedobre nie tylko fizycznie i psychicznie, to zagrożenie dla związków, relacji i intuicji.
Wybaczanie wzbogaca życie. Oznacza, że jesteś gotowy do dalszej drogi i do przyjęcia szczęścia. Nawet jeśli to tylko odrobinka wybaczenia - każda taka odrobinka się liczy.

Krok siódmy: żyj z wdzięcznością
Życie z wdzięcznością będzie miało ogromny wpływ na Twój stan fizyczny, psychiczny i życie społeczne.
Wdzięczność to wyrażanie podziękowania za to co się ma, zamiast skupiać się na tym, czego się nie ma.
Wdzięczność zamienia to co masz w tyle ile potrzebujesz, a nawet więcej. Nasącza Twoje życie szacunkiem i uznaniem. Codziennie wieczorem zapisuj za co jesteś wdzięczna. Zrób to z uważnością i... wdzięcznością. 


Tina Williamson

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Jakie są Twoje wartości w życiu?

Przed profesorem prowadzącym wykład z filozofii stało na stole kilka niecodziennych jak na te okoliczności przedmiotów. Kiedy rozpoczęły się zajęcia profesor wziął wielki słój i wypełnił go piłeczkami golfowymi. Zapytał studentów czy słój jest pełny. Stwierdzili, że tak. Profesor wziął pudełko kamyków, wsypał je do słoja i potrząsnął nim. Kamyki wskoczyły w przestrzęń pomiędzy piłkami glfowymi. Profesor znowu zapytał studentów czy słój jest pełny. Stwierdzili, że tak. Profesor wziął pudełko pełne piasku, wsypał do słoja i potrząsnął nim. Piasek wypełnił pozostałe puste przestrzenie. Znowu zapytał czy słój jest pełen. Trochę niepewnie odpowiedzieli, że tak. Wtedy profesor wyjął spod stołu dwie butelki piwa i wlał zawartość do słoja. Piwo wypełniło puste przestrzenie pomiędzy ziarenkami piasku. Studenci zaczęli się śmiać.

"Chciałbym, żebyście zobaczyli w jaki sposób ten słój reprezentuje wasze życie - profesor zaczął mówić gdy śmiech ucichł - Piłki golfowe to te bardzo ważne sprawy - rodzina, dzieci, zdrowie, przyjaciele, pasje - gdyby wszystko inne przepadło i zostało tylko to, wasze życie wciąż byłoby pełne. Kamyki to sprawy ważne - praca, dom, samochód. A piasek to cała reszta, małe rzeczy, które wypełniają nasze życie. Jeśli najpierw wsypiesz do słoika piasek, nie będzie miejsca na kamyki i piłki golfowe. Tak samo jest w życiu. Jeśli spędzisz cały swój czas i poświęcisz całą energię na małe sprawy, nigdy nie znajdziesz miejsca na rzeczy, które są dla ciebie ważne. Zwracaj więc uwagę na to, co jest naprawdę ważne. Spędzaj czas z dziećmi. Poświęć czas rodzicom. Odwiedź dziadków. Weź swoją drugą połówkę na kolację. Tak naprawdę zawsze, wcześniej czy później, znajdzie się czas na sprzątnięcie domu czy ścięcie trawnika. Zadbaj najpierw o piłki golfowe - to co ma prawdziwe znaczenie. Ustal priorytety. Cała reszta to piasek."

Jeden ze studentów podniósł rękę i zapytał co oznaczają piwa.

Profesor uśmiechnął się: "Cieszę się, że o to pytasz. Piwo pokazuje, że bez względu na to, jak bardzo wypełnione jest twoje życie, zawsze jest jeszcze miejsce na parę piw z przyjacielem."




tekst: znalezione w necie
foto: JW

piątek, 1 listopada 2013

Praktyka uważnego życia

Uważne życie jest warte zachodu. To życie, w którym wychodzimy ze stanu tego specyficznego snu, w którym tkwimy - stanu, w którym umysł jest dokładnie wszędzie tylko nie tu i teraz, uwięziony w myślach o tym co zrobisz później, co kto powiedział, o tym co cię zezłościło albo zestresowało; ze stanu zagubienia w smartfonach, tabletach i social mediach.

Jest warte zachodu ponieważ wychodząc ze snu, wchodzimy w życie, nie gubimy go gdzieś po drodze. Bycie świadomym pozwala widzieć co dzieje się w nas wtedy, kiedy się dzieje, a także pozwala dokonywać bardziej świadomych wyborów, zamiast działać pod wpływem impulsu.

 Bycie uważnym to także proces zapominania i przypominania sobie o byciu uważnym. Ciągle i ciągle. Tak jak oddychanie jest procesem wdychania i wydychania. Ciągle i ciągle.

Uważne życie to nie jakaś jedna rzecz. To nie jest tylko medytacja. Nie jest to także jedynie kierowanie uwagi na to, co dookoła dokładnie w tej chwili. Uważne życie to zestaw pewnych narzędzi, które choć podobne i służą jednemu celowi, to zupełnie są różne w tym samym czasie.

Dlaczego warto?

 

Dlaczego warto poświęcić czas, by nauczyć się korzystać z tych narzędzi? Po to, żeby prowadzić spokojne, wolne od stresu życie?

Nie...  Życie bez stresu nie istnieje, ale owe narzędzia definitywnie pomogą ci się przygotować do radzenia sobie ze stresem, który wcześniej czy później pojawi się i w Twoim życiu.

Pomogą ci także pokonać lęk przed porażką i lęk przed dyskomfortem, który cię powstrzymuje przed wejściem na drogę pozytywnych zmian w życiu.
 Narzędzia te pomogą ci założyć i prowadzić nowego bloga, uruchomić wymarzony biznes, napisać książkę, wydać płytę online, znaleźć znaczenie w życiu, stać się osobą, którą zawsze chciałeś być.

Narzędzia

 

1. Medytacja. Medytacja jest pierwszym krokiem do uważnego życia. I nie jest wcale skomplikowana: możesz siedzieć spokojnie przez minutę dziennie na początek (po tygodniu dojść do 3 lub 5 minut), skupić uwagę na swoim ciele i na oddechu. Zwracaj uwagę na to, kiedy myśli odciągają cię od obserwowania oddechu i łagodnie wracaj do obserwacji. I tak przez minutę. Jeśli to jest zbyt trudne, licz oddechy - wdech - 1, wydech - 2 i tak do 10. A potem od nowa. Gdy złapiesz się na 3785, zacznij z następnym wdechem od 1. 

2. Bądź świadomy. Medytacja to praktyka bycia świadomym, co oznacza nie bycie w stanie snu (umysł unoszony przez niekończący się korowód myśli, zagubiony w wirtualnym świecie, myślący o porażkach z przeszłości, stresujący się przyszłością itd). Bycie świadomym to życie tu i teraz, w tej właśnie chwili, to coś co możesz robić niesutająco, przez cały dzień, przez całe życie - jeśli pamiętasz. 

3. Obserwuj zachcianki. Kiedy rzucałem palenie w 2005, najbardziej przydatnym narzędziem było obserwowanie ochoty na papierosa. Siedziałem, obserwowałem jak rośnie i opada, bez robienia czegokolwiek. To mnie nauczyło, że zachcianki nie są mną, że nie muszę działać tak jak one chcą. To pomaga przy zmiane wszeliego rodzaju nawyków. Obserwuj swoją chęć, żeby sprawdzić e-mail, zajrzeć na FB, zjeść coś słodkiego czy smażonego, napić się alkoholu, obejrzeć głupotę w telewizji, być rozproszonym, odwlekać robienie tego, co jest akurat do zrobienia. Te zachcianki przychodzą i odchodzą a ty wcale nie musisz tańczyć jak ci zagrają. 

4. Obserwuj swoje pragnienia. Wszyscy je mamy, cały czas. Pragniemy, żeby nasz dzień był idealny, żeby ludzie byli dla nas mili i pełni szacunku, że my będziemy idealni, że świetnie zdamy egzami albo poprowadzimy spotkanie, że nigdy nie przegramy. Oczywiście wiemy z doświadczenia, że to niemożliwe, ale wciąż w to wierzymy. I ta wiara nas stresuje, powoduje lęk i smutek bo kogoś albo coś straciliśmy. Gdy pozwolimy odejść pragnieniom, uwolnimy się od cierpienia. 

5. Akceptuj życie i ludzi takimi, jakimi są. Kiedy przestałem próbować zmienić osobę, którą kochałem i zaakceptowałem ją taką, jaka była, nagle byłem w stanie po prostu z nią być i cieszyć się wspólnym czasem. Akceptacja daje ten sam efekt we wszystkim - zaakceptuj współpracownika, dziecko, małżonka. I tak samo zaakceptuj trudną sytuację, nieprzyjemne uczucie, męczący dźwięk. Kiedy przestajemy walczyć z rzeczami takimi jakie one są, kiedy je takimi zaakceptujemy, wyciszamy się.
6. Pozbądź się oczekiwań. To tak naprawdę to samo co co dwa poprzednie punkty, ale i tak bardzo przydatne. Dobrze jest poobserwować swoje oczekiwania związane z nadchodzącą sytuacjaą, z nowym projektem albo interesem i zobaczyć, że to nie jest rzeczywiste, że jest źródłem stresu i rozczarowań. Wrzuć swoje oczekiwania do oceanu.

7. Poczuj się normalnie z dyskomfortem. Strach przed dyskomfrotem jest ogromy. To on sprawia, że ludzie tkwią w niedobrych, starych przyzwyczajeniach, że nie ruszają z wymarzonym biznesem, duszą się w pracy, której nie cierpią. Jesteśmy przywiązani do tego co znamy i co jest komfortowe, zamiast spróbować czegoś nowego, nieznanego i być może niekomfortowego. Dlatego tak wiele osób nie je warzyw i nie ćwiczy, dlatego jedzą śmieciowe żarcie, dlatego nie próbują niczego nowego. Ale możemy czuć się normalnie z dyskomfortem. Tylko trzeba to praktykować, trenować. Zacznij od rzeczy, które są tylko odrobinkę dyskomfortowe, a później systematycznie poszerzaj swoją strefę komfortu.

8. Obserwuj swój opór. Kiedy próbujesz robić coś niekomfortowego, albo próbujesz przestać robić coś, co lubisz albo do czego jesteś przyzwyczajony, pojawia się opór. Ale możesz go po prostu obserwować i być go ciekawym. Obserwuj swój opór przed tym co cię denerwuje. Obserwuj swój opór przed nowym jedzeniem, przed tym, że jest ci za zimno albo za gorąco, przed byciem głodnym. Tak naprawdę problemem nie jest odczucie głodu, zimna, gorąca czy jedzenie - problemem jest nasz opór. Obserwuj go i zobacz jak się będzie rozpływać. 

9. Bądź ciekawski. Zbyt często trzymamy się dawno wydeptanych ścieżek, myślimy, że wiemy jak co powinno wyglądać, jacy powinni być ludzie. Zamiast tego - bądź ciekawski. Szukaj. Eksperymentuj. Niech odejdzie to co myślisz, że wiesz. Kiedy rozpoczniesz nowy projekt, kiedy poczujesz lęk przed porażką, zamiast myśleć: :"Och nie, na pewno mi się nie uda" albo "Och nie, przecież nie wiem jak to wyjdzie", pomyśl: "Zobaczmy jak to jest! Odkrywajmy!". I wtedy nie dominuje strach przed porażką ale radość odkrywania. Może to nie łatwe ale można nauczyć się żyć z tym, że się nie wie... niepewność jest przecież istotą naszego życia.

10. Bądź wdzięczny. Narzekamy na wszystko. A przecież życie to cud. We wszystkim co robisz znajduj powód do wdzięczności. Bądź wdzięczny za to, że wypracowujesz nowy, lepszy nawyk, a wytrwasz w nim dłużej. Bądź wdzięczny kiedy z kimś jesteś, a będziesz w tym momencie bardziej szczęśliwy. Życie jest cudowne, jeśli nauczysz się je doceniać. 

11. Odpuść kontrolę. Często myślimy, że kontrolujemy rzeczy, ale to tylko iluzja. Nasza obsesja dotycząca organizacji, celów, produktywności na przykład, ma swoje korzenie w iluzji, że możemy kontrolować życie. Ale ono jest zupełnie niekontrolowalne, i dokładnie wtedy kiedy wydaje nam się, że mamy wszystko pod kontrolą, wydarza się coś nieoczekiwanego i rujnuje to, co poukładaliśmy. Jesteśmy sfrustrowani, że wszystko nie toczy się tak, jak chcieliśmy. Praktykuj uwalnianie się od przymusu kontroli. Naucz się po prostu być.

12. Bądź współczujący. Brzmi banalnie, ale współczucie dla innych może zmienić to, co czujesz na temat świata, każdego dnia. A współczucie dla siebie samego to coś, co zupełnie i absolutnie zmienia życie. 

Praktyka
Wygląda na to, że jest dużo do przetrawienia i zapamiętania, prawda? Ale jest nadzieja! Sam często zapominam o tym wszystkim. Ale potem sobie przypominam i mówię: "Och, znowu to zrobiłem!". A potem wracam do praktykowania. A potem zapominam, ale zauważam, że zapominam, uczęs się i wracam do praktyki.  To jest właśnie proces uczenia się uważnego życia czyli mindfulnesu. Zapominanie. Przypominanie. Znowu i znowu i znowu...

Leo Babuta
tłm. JW