Pokazywanie postów oznaczonych etykietą behawioryzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą behawioryzm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 maja 2017

Człowiek i Pies. Emocje i Relacje. Życie i Frustracje.

Jak łatwo zauważyć, i na tu na blogu, i na stronie fejsbukowej od połowy lutego dzieje się bardzo niewiele. Nie oznacza to, że w tak zwanym życiu realnym nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie. Pracy więcej niż zwykle i... nowy członek rodziny. Trzyłapy pies Dżeki. Chłopak po przejściach, którego adopcja była moją najbardziej nieracjonalną decyzją ostatniej dziesięciolatki. Nie wiem po co wzięłam owego psa. Nie mam (nie mam?) czasu, z finansami różnie, bo dzieci, w domu neurotyczny kanarek i kotka Lolka. Ale nie mogłam go nie wziąć. Wyświetlił mi się kilka razy w necie, choć wszystko co związane z biednymi pieskami i kotkami omijałam zawsze szerokim łukiem, żeby nie popadać w niefunkcjonalną depresję. Jednak Dżeki nie dawał za wygraną. Gdy pojechałam go obejrzeć wiedziałam, że to MÓJ pies, a ja jestem jego człowiekiem.
Przed wizytą przedadopcyjną denerwowałam się bardziej niż przed maturą. Bez sensu, bo wcześniej przewinęło się przez dom rodzinny kilka psów i sporo kotów. Wiedziałam czym to się je. Ba, jednego psiaka odchowałam nawet od szczeniaka, zazdroszcząc osobie prowadzącej szkolenie, że ma taką fajną pracę. 
Koniec końców udało się i 18 lutego 2017 Dżeki zamieszkał ze mną i moją rodziną. 
Zadziwiała mnie moja niepewność. Gdzieś w środku wiedziałam co i jak, ale głowa podrzucała wielkie stada niefunkcjonalnych myśli i pędzących za nimi, paraliżujących emocji. Naprawdę niesamowita jest ta ludzka głowa! Wymyśla takie scenariusze, że w zasadzie w głowie się to nie mieści, gdy popatrzy człowiek z boku na tę fabrykę lęków, skosów i paranoi. 
W końcu, stosując wszystkie możliwe techniki ogarniania się (polecam lekturę bloga - większość można tu znaleźć) udało mi się wrócić do tu i teraz i iść za głosem serca. Nasza relacja zaczęła się układać naturalnie. Choć oczywiście wciąż mnóstwo pracy przed nami. Ja praktykuję mindfulness nasz codzienny, Dżeki uczy się, że nikt go nigdzie nie odda, nie odwiezie, nie zostawi, nie uderzy, a z deszczowego spaceru wróci do ciepłego domu. 
Dżeki zainspirował mnie także do realizacji mocno skrywanego marzenia z młodości: zapisałam się na kurs, po którym będę mogła pracować jako trener szkolenia psów, a po następnym kursie zostanę psim behawiorystą. Nie,  nie zrezygnuję z pracy z ludźmi w kryzysie i cierpieniu. To istota mojego bycia tutaj. Zdywersyfikuję po prostu działania pomocowe.
A tymczasem, po rozmowach z paroma znajomymi, którzy adoptowali psiaki, po lekturze niezliczonych komentarzy w internecie i po własnych doświadczeniach postanowiłam rozszerzyć zakres oferowanej pomocy. 

Stworzyłam autorski program "Dzień w dzień z psem", dzięki któremu można się nauczyć jak radzić sobie z codziennymi trudnościami, które niesie życie z psiakiem, szczeniakiem i adopciakiem. To nie są zazwyczaj bardzo duże problemy, ale warto wiedzieć jak ogarnąć frustrację gdy pies nie robi tego, co chcemy, jak wytrwać w konsekwencji, jak traktować psa, żeby wasza relacja ułożyła się zdrowo i funkcjonalnie. W programie tym oddzielne miejsce zajmuje okres przygotowania do wzięcia psa. Jest to szczególnie ważne gdy w domu są dzieci lub osoby, które nie miały zbyt dużo do czynienia ze zwierzętami domowymi. 

Ponieważ moje doświadczenie kliniczne nieustająco utwierdza mnie w przekonaniu, że choć w ogóle jesteśmy bardzo podobni, to w szczególe różnimy się radykalnie, program dostosowywany jest indywidualnie do każdej osoby i psa. Nie ma minimalnej, ani maksymalnej liczby sesji. Nie ma także z góry ustalonego czasu trwania sesji. Spotykamy się na skypie i pracujemy tyle, ile w danym momencie trzeba (nie dłużej niż godzinę w jednej sesji!!!), albo na ile Cię stać. 

Osoby z umowami adopcyjnymi płacą 50% ceny. Cena wyjściowa to 100zł/h. 

Wszystkich zainteresowanych programem "Dzień w dzień z psem" zapraszam do kontaktu emailowego: jowrzesniowska@gmail.com

Do zobaczenia w nowym, lepszym życiu z psem!


wtorek, 3 listopada 2015

Co robić, żeby tworzyć vol. 1



Coraz częściej w moim gabinecie pojawiają się osoby narzekające na niemoc. Niemoc życiową, niemoc zawodową, niemoc twórczą. Chciałyby bardzo dużo ale… nie są w stanie. Co chwila potykają się o różnego rodzaju przeszkody. Często się podnoszą i idą dalej, ale jeszcze częściej tkwią w jednym miejscu. Coś co 20 lat temu zajmowało pół dnia, teraz zajmuje tydzień. Czy można temu przeciwdziałać? Jak wyjść z zaklętego kręgu niemocy i zacząć działać zgodnie ze swoimi marzeniami, a czasem zwykłymi, codziennymi obowiązkami?

Poniższą listę znalazłam u Leo Babauty. Mam nadzieję, że będzie przydatna. 

1.       Dystrakcje. Każdy ma problem z dystrakcjami i każdy w jakiś sposób i na jakiś czas się im poddaje. Jedynym sposobem, żeby sobie z nimi poradzić, jest pozbycie się ich. Zrób zakładki ze wszystkich stron, które masz otwarte, zamknij przeglądarkę, wyłącz wszystkie inne programy na komputerze, wyłącz telefon – otwórz tylko ten program, który jest ci potrzebny do pracy. Nic więcej. Nastaw budzik na pięć minut. Zacznij pracę. Gdy zadzwoni – pogratuluj sobie, pozwól na tę małą dystrakcję i znowu nastaw budzik na pięć minut. Wróć do pracy. Gdy budzik zadzwoni – pogratuluj sobie, że przez cały ten czas pracowałaś bez żadnego rozproszenia. Znowu nastaw budzik – możesz spróbować 10 minut. Po paru dniach możesz spróbować 15 minut… Powoli wydłużaj czas aż dojdziesz do 50 minut. Wtedy oprócz tego, że sobie pogratulujesz – wstań, przejdź się, przeciągnij, popatrz za okno. I po pięciu minutach wróć znowu do pracy.
2.       Fantazjowanie o tym, jak miło, łatwo i przyjemnie będzie robić to, co planujesz. W rzeczywistości to wcale nie jest łatwe – to ciężka praca. Takie fantazjowanie pojawia się dlatego, że kiedy stajemy twarzą w twarz z rzeczywistością, ona nigdy nie jest taka jak ją sobie wyobrażaliśmy. Warto więc na bieżąco przypominać sobie, że fantazje nie odzwierciedlają stanu faktycznego. Następnie doświadcz tego, co jest tu i teraz, doświadcz tego co widzisz, słyszysz, czujesz, odczuwasz, dotykasz, myślisz… bądź wdzięczna, zę jesteś tu i teraz, dokładnie w tym momencie.
3.       Strach przed porażką. Tak, porażka nie jest przyjemna, ale czy można być w czymś naprawdę dobrym jeśli się tego nie próbuje, albo nie praktykuje wystarczająco często? Wystarczająco często czyli codziennie, głęboko, na 100% i przed długi czas. Niestety nie jest to łatwe. Dlatego warto sobie ten czas jakoś umilać. Można się powygłupiać. Można napisać parę durnowatych zdań, zrobić slajd z gołą pupą, narysować jeszcze bardziej absurdalną wersję Monster High… Nie zawsze musimy być poważni. Czasem żart z samego siebie, z tego co się robi pozwala złapać oddech… a jednocześnie jest formą ćwiczenia. Bądź jak dziecko, odkrywaj radość w samym procesie nie zajmując się jego efektem końcowym. Nie malowaliśmy palcami, by stworzyć wielkopomne dzieło, ale by się dobrze bawić!
4.       Dyskomfort związany z trudnościami i chaosem. Nie jest przyjemnie i wygodnie pracować nad czymś, co z początku jest jednym wielkim chaosem. Jedynym sposobem, jaki udało mi się do tej pory opracować, to bycie z tym poczuciem dyskomfortu. Siedzę przez chwilę i nie robię nic innego niż pełne odczuwanie tego, co akurat odczuwam. Daję sobie przyzwolenie na narzekanie, na myśli o porzuceniu tego co mam zrobić. I siedzę. Po jakimś czasie uświadamiam sobie, że to w zasadzie nie jest aż takie straszne. I wtedy zabieram się za to, co mam do zrobienia. Często wciąż odczuwając dyskomfort. Robię to, co jest dla mnie ważne. 

część druga w piątek

wtorek, 22 września 2015

Martwiąc się tym, czego nie robimy



Każdemu z nas, zdarza się myśleć o tym, czego nie robimy. 

Czujemy się winni, że nie robimy więcej. Martwimy się, że nie jesteśmy tak produktywni jak moglibyśmy. Obwiniamy się o prokrastynację.

Czujemy się winni, że nie ćwiczymy więcej, nie jemy odpowiednio, nie czytamy ile trzeba, nie mamy lepszych ciał.

Martwimy się, że powinniśmy robić coś lepszego, coś naprawdę wspaniałego, że powinniśmy robić te rzeczy, które wspaniali ludzi oglądani w telewizji lub Internecie robią. 

Martwimy się o to, co będziemy robić później, dokąd zmierzamy.
Martwimy się o cele, których nie osiągamy, albo których moglibyśmy nie osiągnąć. Czujemy się winni, że tyle razy nam się nie udało z tymi celami albo z nawykami. 

Martwimy się o to, co robią inni ludzie, ci obecni w tzw. mediach społecznych, ci, których zdjęcia na instagramie czy facebooku wyglądają dużo piękniej niż nasze życie. 

Czujemy się winni, że nie pracujemy nad osiąganiem doskonałości. Że nie jesteśmy doskonali właśnie teraz. 

I to jest w zasadzie zupełnie naturalne, że tak się czujemy. Każdy z nas to czasami czuje. Ja sam czułem to już kilkanaście razy tego poranka. 

Ale jest też inna droga. 

Błędne przekonanie na temat tego, czego nie robisz

Można sobie wyobrazić, że gdzieś w równoległym wszechświecie istnieje taka wersja nas, która wiedzie idealne życie. Jest idealnie produktywna (zero prokrastynacji!), nie rozprasza się, osiąga wszystkie cele. W tym samy czasie dużo podróżuje, ma niesamowite przygody, dzieli życie z cudownymi przyjaciółmi i wspaniałym partnerem. Uczy się różnego rodzaju umiejętności, czyta, zapamiętuje fakty na różne, ciekawe tematy. No i ma doskonałe ciało, oczywiście. 

To alternatywne ja niestety nie istnieje. I nigdy istnieć nie będzie. 

Wszystko co mamy, to to nasze zwyczajne ja. Na nie właśnie jesteśmy skazani. 

Może warto więc, wykorzystać to co mamy, najlepiej jak można. Popatrz na siebie taką jaka jesteś i powiedz: „Halo, jesteś ok.! W niektórych obszarach jesteś niesamowita i piękna. W innych masz pewne skazy. Tacy właśnie są ludzie. Tak czy inaczej, jesteś wystarczająco dobra. A, przy okazji, kocham cię, wiesz!”

Nie ma idealnej wersji ciebie, ani twojego życia. Nie ma żadnej idealnej rzeczy, którą miałabyś teraz robić. Nie ma idealnego zdania, która miałabyś dzisiaj wypowiedzieć. 

Jest dokładnie to, co jest w tym momencie… łącznie z twoim niezadowoleniem związanym z tym momentem, z tobą samą (i z innymi ludźmi). To niezadowolenie jest częścią tej chwili.
Możemy więc być niezadowoleni  z chwili, w której żyjemy, ale możemy też praktykować zadowolenie. 

Zadowolenie i docenienie tej chwili

To jest właśnie ta inna droga. To prosta (choć nie łatwa) praktyka:

1.       Zatrzymaj się, zauważ co takie zmartwiło cię w temacie nie-robienia. Zanotuj uczucie niezadowolenia z siebie i tego momentu.
2.       Zaakceptuj to uczucie niezadowolenia jako część ciebie, pozwól sobie je odczuwać. Doświadcz odczuć w swoim ciele związanych z tym uczuciem.
3.       Przenieś swoją uwagę na chwilę obecną: co teraz robisz? Bądź w pełni obecna, zauważaj wszystkie odczucia w ciele i wszystko to co w danej chwili robisz.
4.       Zobacz, że ten moment, ta chwila zupełnie wystarcza. Nie musi być inna, nie musi być lepsza. Jest wspaniała, na swój sposób. I taka sama jesteś ty.

To jest praktyka. I nie jest to coś, w czym kiedykolwiek będziesz doskonała. Będziesz to sobie przypominać i zapominać, przypominać i zapominać… I to jest właśnie frajda. 

Ten wpis jest takim samym przypomnieniem dla mnie, jak dla każdego, komu może się przydać.
Niech ta chwila, i każda następna, będzie pełnią wystarczalności dla ciebie. 


Leo Babauta