Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akceptacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akceptacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 lipca 2025

Co by było, gdybyś nie potrzebowała czuć się lepiej, żeby żyć lepiej?

 Co by było, gdybyś nie potrzebowała czuć się lepiej, żeby żyć lepiej?

Dlaczego pogoń za szczęściem może przynieść odwrotny skutek i co zamiast tego zrobić

Nikogo nie trzeba uczyć, że życie jest trudne – sami szybko się tego uczymy. Ale wielu z nas uczono – czasem subtelnie, a czasem wprost – że życie zaczyna się dopiero wtedy, gdy najtrudniejsze chwile przeminą. Że jeśli odczuwasz niepokój, musisz to naprawić, zanim zaczniesz mówić. Że jeśli przeżywasz żałobę, musisz poczekać, aż smutek minie, zanim zaczniesz od nowa. Ukryta zasada brzmi: musisz unikać złego samopoczucia, aby czuć się dobrze, i musisz czuć się dobrze, zanim zaczniesz czynić dobro.

Ale to jest pułapka. I wpadamy w nią, bo to w zasadzie logiczne. Jesteśmy przyzwyczajeni do rozwiązywania problemów. Dotykamy gorącego pieca, cofamy rękę. Leczymy choroby, oczekujemy wyzdrowienia. Ale nasz wewnętrzny świat rządzi się innymi prawami: jeśli chodzi o myśli i uczucia, próba wyeliminowania bólu często go tylko pogarsza.

Ludzki umysł to niesamowite narzędzie, pozwalające nam wyobrażać sobie, planować, oceniać i tworzyć. Ale ten sam umysł podpowiada nam również, że nie powinniśmy czuć tego, co czujemy. Szepcze: „Najpierw musisz się tego pozbyć. Musisz poczuć się lepiej, zanim będziesz mógł iść naprzód”.

W nauce proces ten nazywa się „unikaniem doświadczalnym” lub „EA” i jest jednym z najbardziej toksycznych sposobów interakcji ze światem. Im bardziej zaczynamy organizować nasze życie wokół braku odczuwania pewnych rzeczy, tym bardziej się otępiamy i tym bardziej nasze życie się kurczy.

Istnieje jednak inna forma EA. Opiera się ona na lekkiej modyfikacji tej samej zasady: musisz trzymać się dobrego samopoczucia, inaczej poczujesz się źle, a musisz czuć się dobrze, zanim będziesz mógł czynić dobro.

Prawda jest taka, że im bardziej gonimy za „szczęściem”, tym bardziej ono ucieka! W nauce proces ten nazywa się „przywiązaniem doświadczalnym”. To kolejna forma „EA” i szybko uczymy się, że jest równie toksyczna dla naszego samopoczucia, jak pierwsza.

Nieoczekiwana alternatywa dla zmagań

Żyjemy w świecie, który czci komfort i kontrolę. Od poradników po slogany reklamowe, wmawia się nam, że powinniśmy być szczęśliwi, że dyskomfort to porażka, a jeśli czujemy się źle, to musimy coś robić źle. Zaczynamy więc oczywiście walczyć z bólem. Tłumimy go, przytępiamy, odwracamy od niego uwagę, kłócimy się z nim – ale to oznacza, że nie potrafimy się z niego uczyć! Nie możemy pozwolić mu przejąć swojej naturalnej roli w przenoszeniu informacji z przeszłości do istotnych chwil teraźniejszych. Przy wystarczającym tłumieniu możemy nawet stać się emocjonalnymi idiotami – nie wiedząc już, co tak naprawdę czujemy.

Zauważ jednak, że kurczowe trzymanie się dobrego samopoczucia to inna forma tego samego! Kiedy desperacko próbujemy utrwalić dobre uczucia, one również tracą wszelką wartość informacyjną. Uzależnienie od substancji psychoaktywnych jest tego doskonałym przykładem.

Ale oto co pokazują nam dekady badań, tysiące godzin terapii i doświadczenia niezliczonych osób: im bardziej próbujesz kontrolować swój wewnętrzny świat poprzez unikanie ORAZ niepotrzebne lgnięcie do niego, tym większą ma on nad tobą kontrolę. Unikanie lęku często go wzmacnia. Lęk przed radością sprawia, że ona ucieka. Energia wydatkowana na obie formy EA mogłaby być zamiast tego wykorzystana na życie – a jednak tkwimy w nieskończonej pętli, próbując ukształtować „właściwe” uczucia, zanim zaczniemy działać.

Terapia Akceptacji i Zaangażowania, czyli ACT, oferuje inną ścieżkę. Nie taką, która obiecuje, że będziesz czuć się dobrze przez cały czas, ale taką, która uczy, jak dobrze żyć, nawet gdy nie czujesz się dobrze, zamiast tego ucząc się, jak dobrze czuć. ACT zachęca nas, abyśmy przestali zmagać się z tym, co w nas, i zaczęli dostrzegać, jak to, co w nas, pomaga nam radzić sobie z tym, co na zewnątrz, i odwrotnie. To jest najważniejsze.

Aby pozwolić emocjom działać, potrzebujemy większej zdolności do pełnego odczuwania, bycia obecnym w teraźniejszości i robienia tego, co ważne, całym sercem, niezależnie od myśli czy emocji. Innymi słowy, emocjom trzeba pozwolić przychodzić i odchodzić, aby mogły nas ukierunkować na naszą własną historię i obecne okoliczności. Są bardziej jak lampki na desce rozdzielczej w naszym samochodzie niż niebieskie wstążki, które można wbić w najbliższą ścianę.

„Akceptacja” w ACT nie oznacza tolerancji ani rezygnacji. Pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego „otrzymywać – jak gdyby otrzymywać dar”. A czym jest ten dar? Większą mądrością o własnym życiu.

Prosty akt woli

Spróbujmy czegoś. Połóż ręce płasko na kolanach lub stole przed sobą, dłońmi w dół. Teraz przypomnij sobie emocję, wspomnienie, myśl, której się opierałaś lub której się kurczowo trzymałaś. Mając to w umyśle, opuść dłonie, jakbyś próbowała powstrzymać to uczucie lub utrzymać je w miejscu. Zauważ, co się dzieje. Poczuj napięcie w ramionach, barkach, oddechu. Zauważ, jak zawęża się twoja koncentracja, jak bardzo trzeba się starać, aby nadal naciskać.

Teraz powoli obróć dłonie, dłońmi do góry. Pozwól im odpocząć, otworzyć się i rozluźnić. Niech to uczucie też tam będzie — nie jako coś, co trzeba naprawić, ale jako coś, co po prostu jest.

To jest gotowość. To cicha decyzja, by powiedzieć „tak, chcę”, gdy życie pyta: „czy bierzesz mnie takim, jakim jestem, a nie takim, jakim mnie oceniasz?”.

Kiedy przestaniesz próbować kontrolować to, co czujesz za pomocą którejkolwiek z form EA, a zamiast tego skupisz się na tym, co jest obecne i jak zmierzać do tego, na czym ci zależy, wszystko się zmieni. Zaczyna się żyć mniej pod wpływem strachu, a bardziej z celem. Przestajesz gonić za szczęściem i zaczynasz tworzyć sens.

Budowanie Życia Wartego Przeżycia

Poczucie wolności pojawia się, gdy uświadamiasz sobie, że nie musisz czuć się lepiej, aby żyć lepiej. Ten niepokój nie musi zniknąć, zanim zaczniesz przemawiać publicznie. 

Życie wymaga twojego udziału, a nie twojej doskonałości. A twoje wartości – rzeczy, na których naprawdę ci zależy – nie wymagają, abyś czekała, aż poczujesz się gotowa. Proszą cię tylko, abyś zaczęła i się pojawiła. Może więc dzisiaj jest ten dzień, aby przestać unikać lub się kurczowo trzymać i zacząć żyć.

Delikatnie, z otwartymi dłońmi, zadaj sobie pytanie: „Z tą emocją, taką jaka jest, jakie życie chcę zbudować?”


Steven Hayes

sobota, 29 sierpnia 2020

Ból jest nieunikniony; cierpienie jest opcjonalne

 


"Ból jest nieunikniony; cierpnie jest opcjonalne" - to stare buddyjskie powiedzenie, spopularyzowane zostało przez Harukiego Murakamiego. 

Ból jest częścią życia. Nie musi rządzić twoim życiem. Cierpienie nie jest naturalną częścią życia. Sami to sobie robimy. 

Umierają nasi bliscy. Tracimy pracę, tracimy domy. Chorujemy. Łamiemy kości. To jest życie. To boli. Gdy czujemy ten rodzaj bólu, nazywamy to właściwą odpowiedzią na wydarzenia życiowe, które bolą. 

Gdy zrobisz kilka kroków wstecz i spojrzysz krytycznym okiem na swoje życie, zauważysz, że wymienione wyżej wydarzenia, na szczęście, nie przytrafiają się nam ani bardzo często, ani regularnie. A jednak niektórzy mają poczucie, że ból przejmuje panowanie nad ich życiem. To się nazywa cierpienie. Skąd ono pochodzi? Od ciebie!

Co to znaczy? Postaram się to wyjaśnić w lżejszy sposób. Gdybyśmy spotkali się miesiąc temu i kopnęłabym cię w piszczel, to by bolało. Czułbyś fizyczny ból w piszczelu. Mógłbyś też poczuć ból emocjonalny. Gdybyś potem spędził miesiąc na myśleniu "co za jędza!, dlaczego mi to zrobiła?" i rozpatrywałbyś w głowie różne warianty tego, co mi powiedz, gdy mnie spotkasz - to byłoby cierpienie. 

Im więcej o tym myślisz, tym bardziej intensywne uczucia się pojawiają. Możesz zauważyć, że czujesz ogromną złość albo jesteś bardzo zdenerwowany za każdym razem, gdy o tym myślisz. Znowu to przeżywasz. Równie dobrze mogłabym być obok ciebie każdego dnia i każdego dnia kopać cię w piszczel. 

Gdy coś takiego się wydarza, to nie ja sprawiam ci ból. Cierpisz, bo nie pozwalasz temu odejść. 

Może myślisz, że to jest nie fair - dlaczego niby miałbyś pozwalać temu odejść?

W perspektywie całego życia, takie wydarzenia nie są ważne. Ja nie jestem ważna. Są dużo większe rzeczy, których nie możesz kontrolować, a które sprawią ci ból. A inne rzeczy? Te małe rzeczy? Zapytaj sam siebie, czy naprawdę są tak ważne, żeby zajmować to bezcenne miejsce w twojej głowie i sprawiać, że będziesz się źle czuć? To jest ten moment, kiedy akurat masz kontrolę. Wybór, czy podążać za niefunkcjonalnymi myślami, czy zająć się tym co ważne należy do ciebie! Jeśli nie będziesz powtarzać w kółko tego co się wydarzyło, skupić się na tym, co ważne tu i teraz, nie wejdziesz w niepotrzebne cierpienie. 

Kiedy coś cię rani, czujesz właściwy ból. Ten ból z każdą chwilą robi się coraz lżejszy. Pozwól mu wtedy odejść. 



Na podstawie dr Elaine Ryan

środa, 19 sierpnia 2020

Od Nowa

 Bardzo długo mnie tu nie było. Powody były dwa, a drugi, jak łatwo się domyśleć, wynikł z pierwszego.


Powód pierwszy to koszmarna ilość pracy w okresie pandemii. Nigdy nie pracowałam tak dużo. Nigdy nie pracowałam tak dużo pro bono. I choć czułam, że jest za dużo - nie umiałam odmówić, nie umiałam powiedzieć "nie", nie umiałam powiedzieć "stop". Aż moje ciało zdecydowało za mnie i... złamałam nogę. Było to na początku czerwca. Wciąż chodzę o kulach. Wciąż się rehabilituję. Wciąż nie mogę wrócić do pełnej siebie. 


Jaki z tego morał? Ano taki, że warto ćwiczyć asertywność. A gdy jest się pomagaczem, tak jak ja, warto przyjąć z pokorą fakt, że nie ma możliwości pomocy wszystkim. Bo jeśli ja stracę siły, to zamiast pomóc kilku, nie pomogę nikomu. 


Ta złamana noga będzie dla mnie lekcją na całe życie. Straciłam przez nią całe lato. Straciłam na jakiś czas możliwość pracy. Ale zyskałam czas, żeby poukładać się od nowa. Dlatego nie ma we mnie złości, czy frustracji (choć na początku oczywiście się pojawiły). Jest wdzięczność, bo wiem, że teraz moje życie będzie dokładnie takie, jak chcę żeby było. Z elastycznością, z miejscem na niewiadome, z przestrzenią na trudne. 

Czego każdemu z całego serca życzę! 

piątek, 12 lutego 2016

Co sobie inni pomyślą...

Kiedy ktoś mówi, że nie dba o to, co inni o nim sądzą, oszukuje sam siebie. Nikt z nas nie jest wolny od lęku przed oceną. 

Każdy próbuje wypaść dobrze w oczach innych. Każdy przejmuje się tym jak wygląda, jak jest odbierany. To właśnie dlatego istnieją lustra, blogi, twitter, instagram, facebook. 


Niestety to ciągłe napięcie związane z myślą jak jesteśmy odbierani, może stać się ciężką walką. Martwimy się o to, żeby mieć odpowiednie ciuchy, żeby nasze ciała wyglądały odpowiednio, żeby nasze włosy wyglądały odpowiednio. Martwimy się czy ludzie będą się śmiali z tego co piszemy, czy będą lajkować nasze zdjęcia i posty. To zabiera tak dużo energii!


Oczywiście nie możemy o tym ot tak zapomnieć - to wbrew ludzkiej naturze. Możemy sobie mówić, że opinie innych nie mają znaczenia, albo że tak naprawdę nikt o nas nie myśli, bo wszyscy zajmują się tylko sobą. Ale to nie zatrzyma mózgu, myśli nie znikną. Co więc możemy zrobić?


Możemy być świadomi napięcia czy lęku, który się pojawia. Możemy zdawać sobie sprawę z tego, że to nie są jakieś nakazy-rozkazy, ale coś co się pojawia, rośnie i mija. Jak chmury przepływające nad górą. Pojawią się, na chwilę zasłonią szczyt i przepłyną dalej. A my możemy je obserwować bez zbytniego przywiązania. 


A potem możemy zejść głębiej i zobaczyć nasze wewnętrzne dobro. Jesteśmy dobrymi ludźmi, mamy dobre serca, chcemy być kochani i doceniani. Martwimy się, że nie jesteśmy kochani, że jesteśmy oceniani i to są bardzo ludzkie zmartwienia. 


Zachęcam, żeby przez chwilę się nad tym zastanowiła. Poczuj tę dobroć w sobie. Ona zawsze tam jest, zawsze możesz jej dotknąć, gdy pojawią się te zmartwienia. Bo bez względu na to co inni o tobie myślą, ty już wiesz, że najgłębsza dobroć jest w twoim sercu. 



JW na podstawie Leo Babauta

czwartek, 28 stycznia 2016

Wytrwałość i motywacja

Miesięczne wyzwania z cotygodniowym podsumowaniem Problem z każdym wyzwaniem, które ma trwać dłużej niż tydzień jest taki, że trudno być na nim skupionym przez czas dłuższy. Tydzień jest ok. Niektórzy dają radę nawet przez dwa tygodnie. Żeby dotrwać do miesiąca, trzeba się dobrze na początku rozpędzić. Dlatego warto rozbić swoje zadanie na mniejsze kawałki. Choć robimy to samo, wydaje nam się, że cel jest jakby bliższy. I w pewnym sensie jest. Co innego schudnąć kilogram, a co innego schudnąć dziesięć kilogramów. Napisanie całej książki jest dość przytłaczające, co innego napisać dziesięć stron. Podziel swoje zadanie na miesiące, a miesiące na tygodnie. Ci najbardziej niecierpliwi mogą tygodnie rozbić na dwudniówki, jeśli uważają, że to im pomoże. Gdy już to wszystko podzielisz, skupiaj się tylko i wyłącznie na najmniejszym fragmencie. Gdy go zaliczysz - daj sobie małą nagrodę. Gdy zaliczysz fragment miesięczny - daj sobie większą nagrodę. Może być tak, że praca z poprzedniego miesiąca trochę namiesza w pierwotnych planach. Dlatego warto je zweryfikować i dostosować do Twoich nowych, lepszych możliwości.

Niech ktoś inny płaci za twoje porażki. To jest naprawdę kawał motywacji! Wyznacz sobie zadanie na miesiąc. Umów się z kimś bliskim, że jeśli ci się nie uda, będzie musiał zrobić coś mało miłego. Na przykład: jeśli nie będziesz biegać trzy razy w tygodniu przez cały luty, będzie musiał wylać na siebie wiadro lodowatej wody. Jeśli nie utrzymasz diety, będzie musiał zjeść słoik musztardy. Jeśli nie napiszesz rozdziału swojej książki, będzie musiał przez trzy dni żyć bez telefonu i internetu. Oczywiście zgoda bliskich na takie wyzwanie jest konieczna, ale możecie potraktować to jako wzajemną motywację. Wymyśl coś, czego naprawdę nie cierpisz i powiedz, że to zrobisz jeśli druga strona zawali swoje ważne sprawy. Potęga tego rodzaju motywacji polega na tym, że nie lubimy gdy bliskim nam osobom dzieje się krzywda i nie chcemy dawać im do tego powodu. Więc robimy swoje!

Spraw, by ktoś bliski zyskał na twoim sukcesie. To odwrotność poprzedniej metody. Jeśli uda ci się zrealizować miesięczny plan, bliska osoba będzie miała jakąś miłą niespodziankę. Możesz na każdy miesiąc wybrać inna bliską osobę, której sprawisz przyjemność. To też doskonała motywacja - dawanie innym radości! 

Zacznij od treningu uważności. Uważność (mindfulnes) to podstawa. Nie da się jej wyćwiczyć raz na zawsze, jest jak mięsień - nie ćwiczona, zanika i wpadamy w automatyzmy. Dzięki uważności możemy zauważyć, że właśnie słabnie nasza motywacja i jakoś temu zawczasu zaradzić. Możemy obserwować swoje gorsze chwile, dyskomfort, zrobić mu miejsce i wrócić do tego co ważne. Jeśli czujesz, że potrzebujesz wsparcia w nauce i praktyce uważności - zapraszam na spotkania indywidualne. 

Znajdź swoją drużynę. Oczywiście można samotnie iść swoją drogą i realizować cele, ale dużo łatwiej i przyjemniej jest to robić z grupą osób o podobnych celach. Choćby celem miała być zmiana jako taka. Możecie zrobić sobie tabele online, możecie dzwonić do siebie, możecie robić podsumowania co tydzień, możecie wspierać się przez whatsupa... Możliwości wzajemnej motywacji jest całe mnóstwo!

Wprowadzaj małe zmiany. Zamiast próbować zmieniać wszystko od razu, zaprogramuj się na malutkie zmiany, takie zmiany mikro. Wiele osób tego nie lubi, idzie na siłownię na kilka godzin, je same sałatki itd. I po góra miesiącu wraca do starych nawyków, bo to jest najzwyczajniej za dużo. Gdy będziesz robić małe kroki, twoja głowa będzie się mało buntować i będzie ci lżej wprowadzać zmiany. 

Pielęgnuj ciekawość. Zamiast ponosić porażki i myśleć później o swojej beznadziejności, zmień perspektywę i przestań rozpatrywać siebie i swoje działania na osi "sukces - porażka". Potraktuj to jako naukę, proces podczas którego masz prawo nie umieć, nie podołać, ale zawsze wracasz, bo się przecież uczysz. Każda dotychczasowa "porażka" niech będzie sygnałem, że coś trzeba zmodyfikować w twojej metodzie. Takie podejście ułatwia radzenie sobie z każdą przeszkodą i zmianą, bo zamiast cokolwiek osiągać czy rozwiązywać - jesteś ciekawy co się dalej wydarzy. Co będzie jak zrobię A i co będzie jak zrobię B. Mogę bazować na doświadczeniu i nie zrobię C. Ale może akurat w tej sytuacji spróbuję i zobaczę co się wydarzy...






JW na podstawie Leo Babuta



wtorek, 3 listopada 2015

Co robić, żeby tworzyć vol. 1



Coraz częściej w moim gabinecie pojawiają się osoby narzekające na niemoc. Niemoc życiową, niemoc zawodową, niemoc twórczą. Chciałyby bardzo dużo ale… nie są w stanie. Co chwila potykają się o różnego rodzaju przeszkody. Często się podnoszą i idą dalej, ale jeszcze częściej tkwią w jednym miejscu. Coś co 20 lat temu zajmowało pół dnia, teraz zajmuje tydzień. Czy można temu przeciwdziałać? Jak wyjść z zaklętego kręgu niemocy i zacząć działać zgodnie ze swoimi marzeniami, a czasem zwykłymi, codziennymi obowiązkami?

Poniższą listę znalazłam u Leo Babauty. Mam nadzieję, że będzie przydatna. 

1.       Dystrakcje. Każdy ma problem z dystrakcjami i każdy w jakiś sposób i na jakiś czas się im poddaje. Jedynym sposobem, żeby sobie z nimi poradzić, jest pozbycie się ich. Zrób zakładki ze wszystkich stron, które masz otwarte, zamknij przeglądarkę, wyłącz wszystkie inne programy na komputerze, wyłącz telefon – otwórz tylko ten program, który jest ci potrzebny do pracy. Nic więcej. Nastaw budzik na pięć minut. Zacznij pracę. Gdy zadzwoni – pogratuluj sobie, pozwól na tę małą dystrakcję i znowu nastaw budzik na pięć minut. Wróć do pracy. Gdy budzik zadzwoni – pogratuluj sobie, że przez cały ten czas pracowałaś bez żadnego rozproszenia. Znowu nastaw budzik – możesz spróbować 10 minut. Po paru dniach możesz spróbować 15 minut… Powoli wydłużaj czas aż dojdziesz do 50 minut. Wtedy oprócz tego, że sobie pogratulujesz – wstań, przejdź się, przeciągnij, popatrz za okno. I po pięciu minutach wróć znowu do pracy.
2.       Fantazjowanie o tym, jak miło, łatwo i przyjemnie będzie robić to, co planujesz. W rzeczywistości to wcale nie jest łatwe – to ciężka praca. Takie fantazjowanie pojawia się dlatego, że kiedy stajemy twarzą w twarz z rzeczywistością, ona nigdy nie jest taka jak ją sobie wyobrażaliśmy. Warto więc na bieżąco przypominać sobie, że fantazje nie odzwierciedlają stanu faktycznego. Następnie doświadcz tego, co jest tu i teraz, doświadcz tego co widzisz, słyszysz, czujesz, odczuwasz, dotykasz, myślisz… bądź wdzięczna, zę jesteś tu i teraz, dokładnie w tym momencie.
3.       Strach przed porażką. Tak, porażka nie jest przyjemna, ale czy można być w czymś naprawdę dobrym jeśli się tego nie próbuje, albo nie praktykuje wystarczająco często? Wystarczająco często czyli codziennie, głęboko, na 100% i przed długi czas. Niestety nie jest to łatwe. Dlatego warto sobie ten czas jakoś umilać. Można się powygłupiać. Można napisać parę durnowatych zdań, zrobić slajd z gołą pupą, narysować jeszcze bardziej absurdalną wersję Monster High… Nie zawsze musimy być poważni. Czasem żart z samego siebie, z tego co się robi pozwala złapać oddech… a jednocześnie jest formą ćwiczenia. Bądź jak dziecko, odkrywaj radość w samym procesie nie zajmując się jego efektem końcowym. Nie malowaliśmy palcami, by stworzyć wielkopomne dzieło, ale by się dobrze bawić!
4.       Dyskomfort związany z trudnościami i chaosem. Nie jest przyjemnie i wygodnie pracować nad czymś, co z początku jest jednym wielkim chaosem. Jedynym sposobem, jaki udało mi się do tej pory opracować, to bycie z tym poczuciem dyskomfortu. Siedzę przez chwilę i nie robię nic innego niż pełne odczuwanie tego, co akurat odczuwam. Daję sobie przyzwolenie na narzekanie, na myśli o porzuceniu tego co mam zrobić. I siedzę. Po jakimś czasie uświadamiam sobie, że to w zasadzie nie jest aż takie straszne. I wtedy zabieram się za to, co mam do zrobienia. Często wciąż odczuwając dyskomfort. Robię to, co jest dla mnie ważne. 

część druga w piątek

wtorek, 22 września 2015

Martwiąc się tym, czego nie robimy



Każdemu z nas, zdarza się myśleć o tym, czego nie robimy. 

Czujemy się winni, że nie robimy więcej. Martwimy się, że nie jesteśmy tak produktywni jak moglibyśmy. Obwiniamy się o prokrastynację.

Czujemy się winni, że nie ćwiczymy więcej, nie jemy odpowiednio, nie czytamy ile trzeba, nie mamy lepszych ciał.

Martwimy się, że powinniśmy robić coś lepszego, coś naprawdę wspaniałego, że powinniśmy robić te rzeczy, które wspaniali ludzi oglądani w telewizji lub Internecie robią. 

Martwimy się o to, co będziemy robić później, dokąd zmierzamy.
Martwimy się o cele, których nie osiągamy, albo których moglibyśmy nie osiągnąć. Czujemy się winni, że tyle razy nam się nie udało z tymi celami albo z nawykami. 

Martwimy się o to, co robią inni ludzie, ci obecni w tzw. mediach społecznych, ci, których zdjęcia na instagramie czy facebooku wyglądają dużo piękniej niż nasze życie. 

Czujemy się winni, że nie pracujemy nad osiąganiem doskonałości. Że nie jesteśmy doskonali właśnie teraz. 

I to jest w zasadzie zupełnie naturalne, że tak się czujemy. Każdy z nas to czasami czuje. Ja sam czułem to już kilkanaście razy tego poranka. 

Ale jest też inna droga. 

Błędne przekonanie na temat tego, czego nie robisz

Można sobie wyobrazić, że gdzieś w równoległym wszechświecie istnieje taka wersja nas, która wiedzie idealne życie. Jest idealnie produktywna (zero prokrastynacji!), nie rozprasza się, osiąga wszystkie cele. W tym samy czasie dużo podróżuje, ma niesamowite przygody, dzieli życie z cudownymi przyjaciółmi i wspaniałym partnerem. Uczy się różnego rodzaju umiejętności, czyta, zapamiętuje fakty na różne, ciekawe tematy. No i ma doskonałe ciało, oczywiście. 

To alternatywne ja niestety nie istnieje. I nigdy istnieć nie będzie. 

Wszystko co mamy, to to nasze zwyczajne ja. Na nie właśnie jesteśmy skazani. 

Może warto więc, wykorzystać to co mamy, najlepiej jak można. Popatrz na siebie taką jaka jesteś i powiedz: „Halo, jesteś ok.! W niektórych obszarach jesteś niesamowita i piękna. W innych masz pewne skazy. Tacy właśnie są ludzie. Tak czy inaczej, jesteś wystarczająco dobra. A, przy okazji, kocham cię, wiesz!”

Nie ma idealnej wersji ciebie, ani twojego życia. Nie ma żadnej idealnej rzeczy, którą miałabyś teraz robić. Nie ma idealnego zdania, która miałabyś dzisiaj wypowiedzieć. 

Jest dokładnie to, co jest w tym momencie… łącznie z twoim niezadowoleniem związanym z tym momentem, z tobą samą (i z innymi ludźmi). To niezadowolenie jest częścią tej chwili.
Możemy więc być niezadowoleni  z chwili, w której żyjemy, ale możemy też praktykować zadowolenie. 

Zadowolenie i docenienie tej chwili

To jest właśnie ta inna droga. To prosta (choć nie łatwa) praktyka:

1.       Zatrzymaj się, zauważ co takie zmartwiło cię w temacie nie-robienia. Zanotuj uczucie niezadowolenia z siebie i tego momentu.
2.       Zaakceptuj to uczucie niezadowolenia jako część ciebie, pozwól sobie je odczuwać. Doświadcz odczuć w swoim ciele związanych z tym uczuciem.
3.       Przenieś swoją uwagę na chwilę obecną: co teraz robisz? Bądź w pełni obecna, zauważaj wszystkie odczucia w ciele i wszystko to co w danej chwili robisz.
4.       Zobacz, że ten moment, ta chwila zupełnie wystarcza. Nie musi być inna, nie musi być lepsza. Jest wspaniała, na swój sposób. I taka sama jesteś ty.

To jest praktyka. I nie jest to coś, w czym kiedykolwiek będziesz doskonała. Będziesz to sobie przypominać i zapominać, przypominać i zapominać… I to jest właśnie frajda. 

Ten wpis jest takim samym przypomnieniem dla mnie, jak dla każdego, komu może się przydać.
Niech ta chwila, i każda następna, będzie pełnią wystarczalności dla ciebie. 


Leo Babauta

piątek, 18 września 2015

Gdy myślisz, że jesteś niewystarczająco dobra



1.       Życie to rozwój, nie perfekcja. Dąż do mistrzostwa!

Życie jest idealnie nieidealnie. Dążenie do perfekcji niekoniecznie jest czymś złym –sprawia, że chcesz sięgać wyżej i pracujesz ciężej. Jednak jest to jeden z celów nieosiągalnych i do końca życia będziesz pracować nad „perfekcyjnością”. A to może wywołać poczucie, że nie jesteś wystarczająco dobra, szczególnie w świecie, gdzie wyścig do doskonałości zazwyczaj wymaga porzucenia siebie prawdziwej, by dorównać wymaganiom innych i ich wizji tego, jaka być powinnaś. 

Dlatego warto dążyć do mistrzostwa. Tak rozumiana doskonałość ma większą moc. Tworzona jest przez ciebie i dla ciebie – daje ci poczucie dobrze wykonanej roboty i pokazuje realne osiągnięcia. Wiele z nas zajmuje się tyloma rzeczami, że nie ma szans, by być dobrą w nich wszystkich. Gdy poświęcamy się osiągnięciu mistrzostwa w jednej czy dwóch dziedzinach, szansa na jego osiągnięcie jest dużo większa i sprawia nam dużo większą frajdę niż skakanie z kwiatka na kwiatek i poczucie nieustającego niedosytu.

2.       To co robisz teraz, owocuje w przyszłości

Nie mamy wpływu na to co się wydarzyło. Ewentualnie możemy zmieniać sposób patrzenia na przeszłe wydarzenia. Ale ich samych zmienić się nie da. Nie możemy też przepowiedzieć przyszłości, bazując na faktach, które posiadamy teraz. Wszystko zmienia się nieustająco.
Najlepszym sposobem na postęp jest świadoma obecność i pełna uwaga skupiona na tu i teraz. Gdy czujemy się dobrze z tym co się dzieje, kiedy mamy w sobie wdzięczność, za to co jest, otwieramy się na inne dobre rzeczy. Dlatego warto co jakiś czas się zatrzymać, wziąć głębszy oddech, podziękować swoim stopom, za to, że noszą cię cały dzień, podziękować za to, co masz. Energia idzie za uwagą. Nawet jeśli masz zły dzień, powiedz sobie: „nie czuję się teraz dobrze, wydarzyło się to i to, ale wciąż mogę być wdzięczna za to, że żyję”. Bo tak długo jak jesteś żywa, jest nadzieja… 

3.       Zawsze więcej jest w Tobie dobrego, niż złego

Nawet w trudnym czasie, nie zapominaj o swoich mocnych stronach. Zbyt często skupiamy się na tym, co jest w nas złego i staramy się to naprawiać, zamiast rozwijać także to, co jest dobre. Warto dbać o równowagę. 

Weź kartkę (teraz) i wypisz wszystko dobre co przychodzi ci do głowy na twój temat. Jeśli masz z tym problem, wyobraź sobie, że piszesz o swojej przyjaciółce. Pisz tak długo, jak potrzebujesz. Gdy skończysz, wypisz wszystko złe. Wybierz po jednej rzeczy z obydwu list i umów się ze sobą, że będziesz im poświęcać 15 minut dziennie. W działaniu! Nie myśleniu… (!!!) Gdy dojdziesz do wniosku, że to co było dobre, jest wystarczająco dobre, i to co było złe jest wystarczająco dobre – wybierz kolejne punkty ze swojej listy. Po jakimś czasie zobacz ile satysfakcji da ci taka praca nad sobą. Jeśli będziesz mieć problemy z utrzymaniem tych działań – poczytaj o tworzeniu nawyków i o motywacji.  


4.       Wszyscy popełniamy błędy

Nie ma człowieka, który nie popełniłby w życiu choćby jednego błędu. Kwestią jest perspektywa, z jakiej na błędy patrzymy. Gdy traktujemy je jako porażki, automatycznie zaczynamy czuć się gorzej. A wystarczy zmienić perspektywę i błędy traktować jak lekcje – przeanalizować, wyciągnąć wnioski, podejść do sprawy raz jeszcze z wiedzą i doświadczeniem. To jest prawdziwe bogactwo! To jest coś, co pozwala nam się rozwijać. Nie popełnia błędów ten, co nic nie robi. Jeśli je popełniasz, to znaczy, że podejmujesz działania i starasz się jak możesz! Tylko w ten sposób możesz osiągnąć cokolwiek… od samego myślenia jeszcze nic nie powstało. Po myśleniu, trzeba zawsze przejść do działania, a to powoduje istotne prawdopodobieństwo błędów. 

5.       Pamiętaj, że jesteś teraz dokładnie w tym miejscu, w którym potrzebujesz być

Chociaż nauka jeszcze nie do końca umie to wytłumaczyć (a może tłumaczy, tylko ja nie znajduję badań na ten temat), każdy z nas jest w takim miejscu w swoim życiu, które w jakiś sposób jest mu akurat potrzebne. Często widzimy to dopiero z perspektywy czasu. Ale warto o tym pamiętać każdego dnia. Bo każdy dzień naszego życia jest po coś… czasem to kwestia odpoczynku, czasem wytężonej nauki, czasem szalonej pracy, a czasem bycia z ludźmi, czasem to popełnianie błędów, czasem zbieranie śmietanki… Każdy dzień jest po coś, nie trać go!

6.       Bądź dla siebie dobra i łagodna

Ktoś kiedyś powiedział, że sami się rodzimy i sami umieramy. I nawet jeśli po drodze ktoś nam towarzyszy, to kto, jak nie my sami, ma być dla nas dobry i łagodny? To my znamy siebie najlepiej. To my wiemy jakie słowa pocieszenia zadziałają. To my wiemy, co nasz niszczy. Dlatego mów sobie łagodnie „dzień dobry” każdego poranka. Nawet jeśli jesteś wściekła –bo tak naprawdę nie wiesz jaki to będzie dzień… Mówiąc „dzień dobry”, dajesz sobie cień szansy, że może jednak, może mimo wszystko będzie odrobinę lepszy niż zły. Nie gań się za to, co ci się nie udaje. Jesteś człowiekiem, nie cyborgiem. Masz prawo popełniać błędy. Powiedz sobie: „Hmm, nie udało się, spróbuję jeszcze raz ale inaczej, może wtedy się uda”. Znajdź minutę w ciągu dnia, by się zatrzymać, rozejrzeć dookoła, zajrzeć w siebie, zapytać „Czego potrzebuję w tej chwili” i dać to sobie. Bez względu czy będzie to szklanka wody, pójście do toalety, odrobina ciepła, pochwała czy słowo nadziei. Daj to sobie i idź dalej swoją drogą, doświadczając każdej chwili, będąc z ludźmi, którzy są dla ciebie ważni, robiąc przestrzeń emocjom i angażując się w to, co dla ciebie istotne. Bo tym właśnie jest życie. A ty jesteś wystarczająco dobra, by czerpać z niego garściami i jeszcze więcej!