czwartek, 28 września 2017

Nowy gabinet. Nowa lokalizacja.

W tym tygodniu zaprosiłam moich wspaniałych pacjentów do nowego gabinetu. Nie pochwaliłam się tym szeroko, bo nie czułam takiej potrzeby. Jednak kilkoro z nich stwierdziło, że absolutnie koniecznie muszę pokazać jasność, przestronność i ciepło nowego miejsca. Więc pokazuję... i nadmieniam, że mamy tu stałych lokatorów: kotkę Lolę i psicę Marlę.

Serdecznie zapraszamy. ul. Anieli Krzywoń 6 m. 23, Warszawa; wizyty po uprzednim umówieniu się telefonicznie 880 738 895 lub mailowo jowrzesniowska@gmail.com .




niedziela, 24 września 2017

Sztuka robienia niczego, część I

Robienie niczego w naturze
Robienie niczego może być stratą czasu lub sztuką. W tym wpisie dowiesz się jak stać się mistrzem i w całym procesie, jak ulepszyć swoje życie, rozpuścić trochę stresu i stać się produktywnym gdy akurat pracujesz. 
Zacznij od małych wyzwań
Robienie niczego, w pełnym tego słowa znaczeniu, może być przytłaczające jeśli będziesz wymagać od siebie zbyt wiele. Dlatego skup się na małych kroczkach an początku. Niech będzie to 5-15 minut, spokojne, a nawet bezpieczne miejsce - dom najlepiej, nigdy praca czy zatłoczona przestrzeń publiczna. Jest taka możliwość, że nie będziesz jeszcze w stanie robić nic na łonie przyrody, zacznij więc od sypialni albo salonu. Wybierz taki czas, kiedy nie ma zbyt wielu rozpraszaczy, dźwięków, ani ludzi, którzy mogliby ci przeszkodzić. 

Wyłącz wszystkie "pokusy" - telewizor, komórkę, telefon stacjonarny, komputer. Robienie niczego jest trudne gdy "życie nas wzywa" poprzez tę całą elektronikę.

Teraz zamknij oczy i rób nic. Tak, oczywiście, mądrale zaraz zaczną się licytować, że przecież jednak COŚ robisz - siedzisz, leżysz, zamykasz oczy, oddychasz. Umawiamy się więc, że robienie niczego oznacza sytuację, w której gdyby ktoś przyszedł i zapytał co robisz - odpowiesz: "nic". Ale nie pozwalaj im pytać, ani cię niepokoić w żaden inny sposób. Pamiętaj, że to od dzisiaj dystraktory. 
Po 5-10 robienia niczego możesz się poddać i pójść coś zrobić. Ale postaraj się praktykować nic-nie-robienie każdego dnia, ponieważ trening czyni mistrza. 
Oddychanie
Pierwszym wyzwaniem w drodze do mistrzostwa jest oddychanie. Jeśli pachnie ci to medytacją, no cóż... zatkaj nos. Nie jesteśmy tu, żeby wąchać. Jesteśmy tu, by robić nic. 

Najpierw weź wolny wdech, a potem powoli wypuść powietrze. Obserwuj uważnie jak powietrze wpływa przez nos, przechodzi przez tchawicę, dociera do płuc i wypełnia je. Teraz zobacz jak wypływa, przez usta i poczuj ten satysfakcjonujący proces opróżniania płuc. 
Rób to przez 5-10 minut dziennie. Praktykuj jak możesz. Gdy zaczniesz myśleć o innych rzeczach, na przykład o tym jak genialny jest ten blog, no cóż... PRZESTAŃ! Nie miej o to do siebie pretensji, po prostu przekieruj uwagę na oddychanie. 
Relaksacja
Ważną częścią nic-nie-robienia jest umiejętność pełnej relaksacji. Jeśli jesteśmy napięci, wtedy robienie niczego jest naprawdę tylko dla zawodowców. Relaksacja zaczyna się od znalezienia wygodnego miejsca, żeby robić nic - może to być duży, miękki fotel, pluszowa kanapa, pachnące świeżością łóżko. gdy znajdziesz odpowiednie miejsce, ułóż się wygodnie, umość tak, żeby twoje ciało poczuło się dobrze. Pomyśl o tym jak kot układa się w legowisku, żeby mu było przyjemnie. Koty są prawdziwymi mistrzami w robieniu niczego. Nigdy nie osiągniesz ich poziomu mistrzostwa, ale możesz je traktować jako doskonałą inspirację. 

Teraz wypróbuj technikę oddychania. Jeśli nie jesteś jeszcze w pełni zrelaksowany (krótka drzemka jest doskonałym wyznacznikiem wysokiego poziomu relaksacji), spróbuj automasażu. Tak, masaż jest dużo fajniejszy gdy robi nam go ktoś inny, ale automasaż jest także świetny. Zacznij od ramion i karku. Potem przesuń się w kierunku głowy i twarzy. Zajmij się też plecami, nogami, ramionami. Unikaj raczej obszarów, które mogą prowadzić, nawet nieświadomie, do robienia czegoś (choć to coś także jest relaksujące). 
Innym dobry sposobem, żeby się zrelaksować jest napinanie poszczególnych partii mięśni i odpuszczanie. Zacznij od stóp, przejdź do łydek, ud i tak dalej aż do czubka głowy. Hmm... jeśli umiesz napiąć i rozluźnić czubek głowy prawdopodobnie jesteś zbyt zaawansowany na ten artykuł.
Teraz, gdy jesteś już zrelaksowany, zobacz czy możesz zrelaksować się jeszcze bardziej. Ale nie próbuj relaksować się za bardzo, żebyś nie stracił kontroli nad płynami fizjologicznymi. 
cdn...

Leo Babauta
tł. JW









poniedziałek, 11 września 2017

Zrezygnuj część 2

6. Zrezygnuj z wiary w "szczęśliwy traf"






“Każdego dnia, w każdy możliwy sposób, staję się lepszy i lepszy.” — Émile Coué

Sukces przychodzący z dnia na dzień to mit.
Ci, którzy odnieśli sukces wiedzą, że porządane rezultaty przychodzą tylko wtedy gdy codziennie pracuje się nad swoim celem. Właśnie dlatego warto robić plany i skupiać się na działaniu tu i teraz. Nawet jeśli robisz codziennie promil postępu, z czasem będzie się to sumować. Bądź więc cierpliwy i zaufaj procesowi (i sobie).

7. Zrezygnuj z perfekcjonizmu

"Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu" - przysłowie

Nic nigdy nie będzie idealne bez względu na to jak bardzo będziemy się starać.

Strach przed porażką (a czasem przed sukcesem) często powstrzymuje nas przed podjęciem działań i upublicznieniem tego, co tworzymy. Stracimy jednak mnóstwo możliwości jeśli będziemy czekać aż wszystko będzie idealnie. 
Warto więc mieć cokolwiek i udoskonalać to.

8. Zrezygnuj z wielozadaniowości

“Nigdy nie dotrzesz do celu jeśli będziesz się zatrzymywać i rzucać kamieniem w każdego psa, który szczeka."—Winston S. Churchill

Właśnie dlatego spełnieni ludzie wybierają jedną rzecz i na niej się skupiają. Bez względu na to, czy jest to pomysł na biznes, trening, pisanie czy wąska specjalizacja, pełne ukierunkowanie na jednym zadaniu przyniesie więcej niż możesz się spodziewać. 

Nie oznacza to, że nie można robić nic innego. Można, ale trzeba pamiętać o pełnej obecności i zaangażowaniu w jedno zadanie w danym czasie. 


9. Zrezygnuj z potrzeby kontrolowania wszystkiego

“Na niektóre rzeczy mamy wpływ, na niektóre rzeczy nie mamy wpływu.” — Epictetus

Bardzo ważna jest umiejętność rozróżniania tego na co mamy wpływ, od tego na co wpływu nie mamy.

Zostaw to, czego nie możesz kontrolować i skup się na tym, co możesz. Warto zapamiętać, że tak naprawdę jedynym co możemy w pełni kontrolować jest nasze zachowanie. Może ta świadomość nie jest zbyt wesoła czy przyjemna, ale niezwykle ważna. 


I pamiętaj, nikt nie da rady się zbyt długo frustrować mówiąc "bąbelki" groźnym tonem.


10. Skończ z mówieniem "tak" rzeczom, które nie prowadzą Cię do wyznaczonych celów

“Ten, kto chic osiągnąć mało, musi poświęcić mało. Ten, kto chce osiągnąć dużo, musi poświęcić dużo. Ten, kto chce osiągnąć najwięcej, musi poświęcić ogrom." - James Allen

Osoby, które odniosły sukces wiedzą, że by zrealizować swoje cele, muszą mówić "nie" zadaniom, aktywnościom, czynnościom, wymaganiam przyjaciół, rodziny i współpracowników. 


Na krótką metę poczujesz, jak tracisz natychmiastową gratyfikację. Ale kiedy cele zaczną zamieniać się w rzeczywistość, poczujesz, że było warto. 


11. Zrezygnuj z toksycznych ludzi

“Jesteś wypadkową pięciu ludzi, z którymi spędzasz najwięcej czasu."―Jim Rohn

Ludzie, z którymi spędzamy większość czasu kształtują nasze przyszłe ja. 

Musimy otaczać się ludźmi, którzy czynią nas lepszymi, zarówno w wymiarze osobistym, jak i zawodowym. Nie trać czasu na tych, którzy próbują ściągać cię w dół, lub z tymi, którzy czują się usatysfakcjonowani status quo. Zamiast tego, szukaj osób uosabiających cechy i osiągnięcia, o których marzysz. 


Jeśli otoczysz się ludźmi, którzy wiedzą więcej, są wyżej niż ty, nie ważne ja trudne może to być na początku, odniesiesz większy sukces. Nie pozwól, by duma cię przed tym powstrzymała. 
Jeszcze w tym tygodniu zrób listę osób, które są w Twoim życiu i sprawdź czy nie warto przeprowadzić jakiś zmian. 
This month, do quick survey of the people in your life and see if you need to make any changes.

12. Zrezygnuj z potrzeby bycia lubianym 

“Jedynym sposobem, by uniknąć denerwowania innych jest niece oobienie niczego istotnego."  — Oliver Emberton

Pomyśl o sobie jak o rynkowej niszy. Będą ludzie, którzy docenią tę niszę i będą tacy, którzy jej nie polubią. Bez względu na to, co robisz, nie zaspokoisz potrzeb całego rynku. Przestań więc starać się o poklask wszystkich. 

Zamiast tego codziennie pracuj nad sobą. I pamiętaj, że im więcej osób w ciebie wątpi, tym lepszą robisz robotę. 


13. Odpuść zależność od mediów społecznościowych i telewizji

“Problem polega na tym, że wydaje Ci się, że masz czas.” — Jack Kornfield

Kompulsywne surfowanie po sieci, oglądanie seriali, czy skakanie po kanałach tv to ciężka choroba cywilizacyjna. A tak naprawdę to nigdy nie powinno być ucieczką od twojego życia i twoich celów. 

O ile twoje cele nie są związane z, lub nie zależą od, powinieneś zminimalizować lub w ogóle zrezygnować z korzystania z powyższych złodziei czasu. Wykorzystaj odzyskany w ten sposób czas na to, co naprawdę wzbogaci twoje życie i sprawi, że będzie ono dokładnie takie, jak chcesz. 

Zdravko Cvijetic



tł. JW


czwartek, 6 lipca 2017

Trening Autogenny Schultza

Trenig Shultza polecam każdemu pacjentowi. Jest to wg mnie podstawa higieny psychicznej, tak samo jak mycie zębów po posiłku jest podstawą higieny jamy ustnej. Niestety niewiele osób trwa w praktykowaniu Schultza. A są i tacy, którzy z założenia odmawiają jego praktyki. 

Oczywiście każdy jest odpowiedzialny za swoje życie, ale wydaje mi się, że gdy przychodzi się do specjalisty, szczególnie do psychologa czy terapeuty, to warto mieć choć trochę zaufania i popracować we wskazanym przez niego kierunku.

Przyznać też muszę, że im dłużej pracuję, tym większy opór czuję wśród pacjentów przed Schultzem. A bo to nudne, głupie, śmieszne, nie pomoże, nie rozwiąże moich problemów, nie mogę się skupić, nie podoba mi się, za długie, bez sensu... Dziwi mnie to, nie umiem znaleźć odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się dzieje. 

Na szczęście są pacjenci, którzy podejmują wysiłek i malutkimi kroczkami, często upadając, przekraczają owe opory, dzięki czemu zaczynają doświadczać dobrodziejstw jakie oferuje Schultz. Nie są to wielkie fajerwerki, nie jest to rozwiązanie życiowych problemów. Jest to zwykłe, codzienne dbanie o siebie. Podarowanie sobie czasu i uwagi. A to procentuje lepszym snem, mniejszą gonitwą myśli, jaśniejszym spojrzeniem, umiejętnością zmiany perspektywy, a przede wszystkim - zmniejszeniem poziomu kortyzolu.

Jedną z takich osób jest J., która zgodziła się opisać swoją przygodę z Schultzem, ku zachęcie wszystkich... Bo gdyby każdy człowiek robił Schultza choć raz dziennie, to ten świat naprawdę wyglądałby zupełnie inaczej. Może miałabym mniej pracy, ale hej! o to przecież chodzi, żeby wszyscy żyli w pełnym dobrostanie fizycznym i psychicznym. 

"Moje pierwsze spotkanie z Schultzem było dziwne. Trudne i raczej dołujące, niż dające nadzieję na poprawę czegokolwiek.
"Twoja prawa ręka jest ciężka..." Że cooo?? Rany boskie, chyba naprawdę coś jest ze mną nie tak, skoro mam słuchać takich rzeczy! Nie tylko wątpiłam, że mi to w czymś pomoże, ale podejrzewałam, że mogę od tego do reszty sfiksować.
Z taką myślą udałam się do Joanny. - Wiesz co, ten Schultz to nie dla mnie. Nie będę go robić. Ja się do takich rzeczy nie nadaję i mi to na pewno nic nie da.
Pogadałam, pogadałam, a i tak musiałam dalej robić Schultza. Świetnie... Jak muszę to spróbuję jeszcze raz.
Problem w tym, że mimo skrawków dobrej woli, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Przypominał mi się Kaszpirowski przykładający ręce do telewizora. Wyobrażałam sobie jak idiotycznie wyglądam leżąc wyciągnięta jak kłoda... Robiłam wszystko, żeby tylko nic nie robić. Ale robiłam... I zaczęło wydarzać się coś...
Opanowałam śmiech. Najpierw na chwilę, potem na dłużej. Zaczęłam panować nad głową i ni stąd ni zowąd ręka zrobiła się ciężka i ciepła! Chyba nigdy nie zapomnę, kiedy pierwszy raz poczułam jak zapadam się w łóżko, a wszystko naokoło jest lekkie, spokojne i nigdzie się nie spieszy.
Od tamtego wieczoru Schultz jest moim Schultzem. Dziś zamykam oczy, a głowa już sama wie jaki komunikat za chwile usłyszy. Nie muszę już nic robić, myśli same hamują, a ja zasypiam natychmiast.
Nie ma co się śmiać z Szulca. Szulc to jest gość! :))"

piątek, 16 czerwca 2017

Jak przetrwać ciężkie chwile

Czasami życie stawia nas w trudnych sytuacjach i czujemy się jakby cały świat zapadł się w ciemność. Te trudne sytuacje to między innymi:

- strata bliskiej osoby,
- otrzymanie złych, smutnych wiadomości,
- problemy finansowe,
- zły czas w pracy,
- rozstanie z partnerem,
- ostra kłótnia w związku,
- choroba,
- głębokie zmęczenie,
- ból fizyczny i/lub psychiczny,
- zranienie emocjonalne.

To trudne sytuacje i normalne, że czujesz się źle i nieszczęśliwie. Oczywiście natychmiast przychodzą myśli dlaczego życie jest takie ciężkie i dlaczego akurat Tobie się to przytrafia. Dlaczego nie może być po prostu dobrze, albo chociaż trochę lepiej?

Często te sytuacje są po za nami, nie mamy na nie żadnego wpływu, nie możemy ich zmienić, nie możemy nic naprawić. Ale to nie znaczy, że trzeba zatapiać się w brudnym cierpieniu i nie można doświadczać małych, jasnych chwil, które niesie ze sobą fakt życia jako takiego. 

Oto kilka prostych technik, które mogą Ci w tym pomóc:


1. Pozwól sobie na bycie nieszczęśliwą. Kiedy czujemy się źle, kiedy cierpimy, wszystko czego chcemy to pozbyć się tego uczucia. Uciec daleko i nie czuć tego, co czujemy. Zignorować to. Oddzielić się od tego. Znieczulić się alkoholem, albo narkotykami. Wyjechać. Odwrócić uwagę. To bardzo ludzie zachowania. Ale niestety żadna z tych strategii nie działa na długą metę. Mogą one zadziałać na chwilę, ale w szerszym rozrachunku tylko pogorszą samopoczucie. Zamiast więc próbować się tego pozbyć, pozwól sobie być nieszczęśliwą. Powiedz sobie, że to ok czuć się źle, to w porządku czuć ból. To naturalne. Zatrzymaj się na chwilę i pozwól sobie poczuć to. Stań się jednym ze swoim cierpieniem. Bez oceniania. Bez porównywania. Zobacz czy możesz się zaciekawić tym, co czujesz aktualnie. Zobacz czy możesz to eksplorować jak ciekawski naukowiec, który po raz pierwszy zobaczył cierpienie czy złe samopoczucie. Naukowcy nie niszczą odkrytych zjawisk - studiują je! Poczuj więź ze swoim cierpieniem. Przecież to kawałek ciebie. Nie jest przyjemne, ale cię nie zabija. I tak naprawdę to jest właśnie ten moment, kiedy zaczyna się leczenie, gdzie budzi się poczucie szczęścia.

2. Traktuj cierpienie jako dowód życia. Teraz, kiedy już stoisz twarzą w twarz z cierpieniem i bólem, kiedy jesteś w stanie ich dotknąć i doświadczać tej jedynej w swoim rodzaju więzi... zobacz, że w zasadzie jest to łagodne uczucie bycia żywym. Życie to nie odcięcie i unikanie. Życie to nie motylki i słoneczko. Żyć znaczy cierpieć, odczuwać lęk, mieć poczucie osamotnienia. Pozwól sobie to poczuć, wyobraź sobie, że tak właśnie czuje się życie. No tak, może powiedzieć, że to do dupy... albo z lekka sarkastycznie "Tija, cóż za niezwykle interesujące doświadczenie bycia żywą". ALe to trochę jak skos z bungee. Albo gdy sobie wyobrazisz, że możesz latać: połączenie strachu, ekscytacji, szoku i radości. To niezwykłe doświadczenie! I z takim niezwykłym doświadczeniem masz teraz do czynienia w swoim życiu!

3. Odnajdź wdzięczność w małych rzeczach. Wdzięczność? W takim stanie? A jednak... spójrz na rozkwitające kwiaty, na owady uwijające się pomiędzy nimi. Posłuchaj wiatru. Popatrz na niebo. Nie oceniaj. Nie interpretuj. Po prostu bądź. Zwróć uwagę na muzykę. Pomyśl o tym, co wydaje ci się oczywiste... za to też możesz być wdzięczna. Masz dach nad głową. Masz co jeść. Masz przyjaciół, którzy cię wspierają. Możesz robić co tylko chcesz. Posmakuj świeżej truskawki z targu. Poczuj wszystkie zapachy zupy, którą właśnie gotujesz. Zobacz! Oddychasz! Możesz znaleźć wdzięczność we wszystkich tych rzeczach i wieli innych. I możesz to zrobić w każdej chwili i w każdym miejscu. Także teraz. Dokładnie w tym momencie. Poszukaj teraz trzech rzeczy czy doświadczeń, za które jesteś wdzięczna.

4. Odkryj radość w byciu żywą. Tak! Jesteś żywa. Żyjesz. W twoich żyła płynie krew pompowana przez nieustająco pracujące serce. Twoje płuca bez chwili zatrzymania wymieniają dwutlenek węgla na powietrze. To nie byle co! I czyż nie jest to niesamowite?

Tak, wiem. To trudne. Nie twierdzę, że robienie tego, co powyżej magicznie zmieni wszystko na lepsze. Ale pamiętaj, że obok cierpienia jest zawsze radość, którą można zobaczyć i której można doświadczać... Jeśli tylko się odważysz...






Na podstawie Leo Babauta JW

niedziela, 7 maja 2017

Człowiek i Pies. Emocje i Relacje. Życie i Frustracje.

Jak łatwo zauważyć, i na tu na blogu, i na stronie fejsbukowej od połowy lutego dzieje się bardzo niewiele. Nie oznacza to, że w tak zwanym życiu realnym nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie. Pracy więcej niż zwykle i... nowy członek rodziny. Trzyłapy pies Dżeki. Chłopak po przejściach, którego adopcja była moją najbardziej nieracjonalną decyzją ostatniej dziesięciolatki. Nie wiem po co wzięłam owego psa. Nie mam (nie mam?) czasu, z finansami różnie, bo dzieci, w domu neurotyczny kanarek i kotka Lolka. Ale nie mogłam go nie wziąć. Wyświetlił mi się kilka razy w necie, choć wszystko co związane z biednymi pieskami i kotkami omijałam zawsze szerokim łukiem, żeby nie popadać w niefunkcjonalną depresję. Jednak Dżeki nie dawał za wygraną. Gdy pojechałam go obejrzeć wiedziałam, że to MÓJ pies, a ja jestem jego człowiekiem.
Przed wizytą przedadopcyjną denerwowałam się bardziej niż przed maturą. Bez sensu, bo wcześniej przewinęło się przez dom rodzinny kilka psów i sporo kotów. Wiedziałam czym to się je. Ba, jednego psiaka odchowałam nawet od szczeniaka, zazdroszcząc osobie prowadzącej szkolenie, że ma taką fajną pracę. 
Koniec końców udało się i 18 lutego 2017 Dżeki zamieszkał ze mną i moją rodziną. 
Zadziwiała mnie moja niepewność. Gdzieś w środku wiedziałam co i jak, ale głowa podrzucała wielkie stada niefunkcjonalnych myśli i pędzących za nimi, paraliżujących emocji. Naprawdę niesamowita jest ta ludzka głowa! Wymyśla takie scenariusze, że w zasadzie w głowie się to nie mieści, gdy popatrzy człowiek z boku na tę fabrykę lęków, skosów i paranoi. 
W końcu, stosując wszystkie możliwe techniki ogarniania się (polecam lekturę bloga - większość można tu znaleźć) udało mi się wrócić do tu i teraz i iść za głosem serca. Nasza relacja zaczęła się układać naturalnie. Choć oczywiście wciąż mnóstwo pracy przed nami. Ja praktykuję mindfulness nasz codzienny, Dżeki uczy się, że nikt go nigdzie nie odda, nie odwiezie, nie zostawi, nie uderzy, a z deszczowego spaceru wróci do ciepłego domu. 
Dżeki zainspirował mnie także do realizacji mocno skrywanego marzenia z młodości: zapisałam się na kurs, po którym będę mogła pracować jako trener szkolenia psów, a po następnym kursie zostanę psim behawiorystą. Nie,  nie zrezygnuję z pracy z ludźmi w kryzysie i cierpieniu. To istota mojego bycia tutaj. Zdywersyfikuję po prostu działania pomocowe.
A tymczasem, po rozmowach z paroma znajomymi, którzy adoptowali psiaki, po lekturze niezliczonych komentarzy w internecie i po własnych doświadczeniach postanowiłam rozszerzyć zakres oferowanej pomocy. 

Stworzyłam autorski program "Dzień w dzień z psem", dzięki któremu można się nauczyć jak radzić sobie z codziennymi trudnościami, które niesie życie z psiakiem, szczeniakiem i adopciakiem. To nie są zazwyczaj bardzo duże problemy, ale warto wiedzieć jak ogarnąć frustrację gdy pies nie robi tego, co chcemy, jak wytrwać w konsekwencji, jak traktować psa, żeby wasza relacja ułożyła się zdrowo i funkcjonalnie. W programie tym oddzielne miejsce zajmuje okres przygotowania do wzięcia psa. Jest to szczególnie ważne gdy w domu są dzieci lub osoby, które nie miały zbyt dużo do czynienia ze zwierzętami domowymi. 

Ponieważ moje doświadczenie kliniczne nieustająco utwierdza mnie w przekonaniu, że choć w ogóle jesteśmy bardzo podobni, to w szczególe różnimy się radykalnie, program dostosowywany jest indywidualnie do każdej osoby i psa. Nie ma minimalnej, ani maksymalnej liczby sesji. Nie ma także z góry ustalonego czasu trwania sesji. Spotykamy się na skypie i pracujemy tyle, ile w danym momencie trzeba (nie dłużej niż godzinę w jednej sesji!!!), albo na ile Cię stać. 

Osoby z umowami adopcyjnymi płacą 50% ceny. Cena wyjściowa to 100zł/h. 

Wszystkich zainteresowanych programem "Dzień w dzień z psem" zapraszam do kontaktu emailowego: jowrzesniowska@gmail.com

Do zobaczenia w nowym, lepszym życiu z psem!